|
|
W dniu 19 lipca br. w nowej siedzibie firmy Papyrus Sp. z o.o. przy ul. Domaniewskiej 41 w Warszawie, budynek Saturn, odbyła się konferencja prasowa firmy pt. „Papyrus – nowa baza na Saturnie”.
Spółka Papyrus należy do ogólnoeuropejskiego dystrybutora papieru – firmy Papyrus – obecnego na rynkach trzynastu krajów europejskich. Papyrus oferuje szeroki asortyment wysokiej jakości produktów przeznaczonych dla poligrafii, agencji reklamowych oraz biur. Jako profesjonalna firma zorientowana na klienta zapewnia serwis, stały zapas magazynowy, doradztwo techniczne i pełną informację o produktach. Zmiana siedziby Papyrus Sp. z o.o. jest kolejnym krokiem zmierzającym do uzyskania przez firmę Papyrus znaczącej pozycji na polskim rynku.
więcej
| Wrzesień
| Relacja
|
Piotr Paszkowski
Często zdarza mi się w tym miejscu opisywać sytuacje, w których pracodawcy obchodzą obowiązujące prawo pracy i w zasadzie robią to bezkarnie, fabrykując stosowną dokumentację lub prowadząc podwójną ewidencję. Przypadki te najczęściej dotyczą czasu pracy, urlopów i wynagrodzeń. W niektórych przypadkach aż podejrzane jest, dlaczego nie wprowadza się prostych i skutecznych rozwiązań, które radykalnie ukróciłyby te niecne praktyki.
Pierwszy z brzegu przykład to wypłata wynagrodzeń. Gdyby przyjąć zasadę, że wynagrodzenie nie jest przekazywane do rąk pracownika, a wyłącznie na wskazane przez niego konto bankowe, to z miejsca ucięłoby to spory, czy wynagrodzenie zostało wypłacone w terminie i w jakiej wysokości. Takie rozwiązanie oczywiście nie zapobiegnie na przykład nagminnym praktykom zaniżania wynagrodzenia obłożonego składkami do poziomu płacy minimalnej, podczas gdy uzgodniona przez strony faktyczna kwota jest wypłacana „pod stołem”, niemniej pewien standard zostałby osiągnięty.
Oczywistym jest, że zaraz podniosą się głosy obrońców swobód obywatelskich przeciwko przymuszaniu pracowników do zakładania kont tudzież obciążaniu pracodawców kosztami przelewów bankowych. Jednak, jak to w życiu bywa, jest i tu coś za coś, a w tym przypadku suma zysków, przynajmniej w moim odczuciu, jest niewspółmierna do kosztów.
Trudniejszą sprawą jest kontrola faktycznego udzielania urlopu wypoczynkowego. Z mojej praktyki wiem, iż zapis artykułu 152 § 1 k.p. mówiący że „pracownikowi przysługuje prawo do corocznego, nieprzerwanego, płatnego urlopu wypoczynkowego” jest tworem martwym, szczególnie jeśli chodzi o przymiotnik: nieprzerwany. W praktyce, może poza nauczycielami i pracownikami firm, gdzie stosowany jest przestój wakacyjny, nie spotyka się, by pracownicy korzystali z dobrodziejstwa ciągłego urlopu w pełnym wymiarze. Również artykuł 162 k.p. we fragmencie stanowiącym o tym, że „na wniosek pracownika urlop może być podzielony na części”, jest czystą teorią.
Osobiście jeszcze nie widziałem pisemnego wniosku pracownika do pracodawcy o podział urlopu na części. Być może wniosków na piśmie nie ma dlatego, że przytoczony wyżej przepis nie obliguje do formy pisemnej, ale można też zinterpretować to zgoła inaczej... i chyba to inaczej jest bliższe prawdy!
więcej
| Wrzesień
| Prawo pracy
|
Andrzej Kuśmierczyk
Pierwsze skojarzenie podpowiada, że śmiech związany jest z radością, z jej wyrażaniem przez pewne zachowanie, które pojawia się spontanicznie i którego nie sposób w pełni kontrolować. Szczęśliwy człowiek śmieje się, a kiedy jest szczęśliwy jeszcze bardziej, to pojawiają się łzy szczęścia. Człowiek jest już tak szczęśliwy, że nie może wytrzymać napięcia emocjonalnego i jego zachowanie wymyka się kontroli: śmieje się, płacze, krzyczy, macha rękoma, rzuca się na innych ludzi. Po opadnięciu fali emocji może nawet nie pamiętać, co robił w stanie nadzwyczajnego uniesienia. Wzruszające.
Ludzie rzadko śmieją się ze szczęścia, a jeszcze rzadziej ze szczęścia płaczą. Pewnie gotowi są śmiać się i płakać, ale szczęście jest towarem deficytowym. Ale przecież śmieją się często, więc dlaczego się śmieją? Śmiech pełni rozmaite funkcje komunikacyjne nie związane z radością. Przede wszystkim służy do rozładowania napięcia w sytuacjach niepewności, wówczas, kiedy nie wiadomo, co się stanie, albo kiedy człowiek nie ma wpływu na to, co się dzieje. Chyba każdy zna sytuację, kiedy to studenci śmieją się na ostatnim wykładzie przed egzaminem, mimo że żarty wykładowcy są marne. To jest śmiech pod hasłem „cha, cha, cha, ale jest śmiesznie”. Bo jak będzie śmiesznie, to nie będzie strasznie. Inny śmiech to śmiech haniebny – „he, he”, stosowany wówczas, gdy ktoś jest wyśmiewany. Typowy jest w szkole, kiedy nauczyciel wyśmiewa któregoś ucznia. Inni śmieją się, chociaż gęba wykrzywia się nie do śmiechu. To śmiech z ofiary, śmiech podłej radości strachem podszytej i ulgą, że to akurat nie mnie publicznie poniewierają. Ten sam śmiech używany jest w mobbingu. Cokolwiek zrobi ofiara, jest śmieszne, a im dramatyczniej domaga się poważnego traktowania, tym jest śmieszniejsza, aż żałosna. Blisko już do stwierdzenia, że śmiechem można zabić. Ależ tak, widownia potrzebuje ofiar dla redukcji własnego strachu.
Podobny jest śmiech rubaszny, za pomocą którego można pokazać, że przełożony to fajny chłop i że tak fajnie jest się z szefem integrować na szkoleniu – „hłe, hłe”. Jeszcze inny jest śmiech złośliwy, kiedy wrogowi noga się powinie, ale nie wypada napawać się jego klęską otwarcie. Ba, otwarcie trzeba okazywać smutek i współczucie, a po cichu można szturchnąć kumpla i cichutko zrobić „chi, chi, chi”. Śmiech może służyć pokryciu niepewności w sytuacjach towarzyskich – na zasadzie, że im człowiek czuje się głupszy, tym więcej się śmieje. Daje to dobry efekt, bo nie wiadomo, czy to debil czy intelektualista, ale wesoły człowiek. Śmiech może służyć oszukiwaniu innych ludzi, a ponieważ człowiek ma tendencję do obdarzania innych zaufaniem, fałszywy śmiech jest bardzo użyteczny.
Śmiech może służyć do manipulowania informacją, ale czasem może wzmacniać siłę przekazu. Klasycznym przykładem takiego wykorzystania śmiechu są filmy Chaplina, z „Brzdącem” na czele, czy Hellera „Paragraf 22”. Niby jest strasznie śmiesznie, ale wieje grozą i w końcu trochę wstyd za ten śmiech.
więcej
| Wrzesień
| Psychologia w pracy
|
|
|
|