|
|
Piotr Paszkowski
Najbardziej charakterystyczną cechą stosunku pracy jest zasada podporządkowania pracownika pracodawcy. Mówiąc wprost: prawem pracodawcy jest wydawanie poleceń swoim podwładnym, a obowiązkiem pracownika ich wykonywanie. Wszystko w tej materii wydaje się być oczywiste, dopóki dotyczy pracowników, których podległość służbowa jest jasno i precyzyjnie ustalona. Zgoła inaczej sprawa zaczyna się przedstawiać, gdy usiłujemy wskazać przełożonego prezesa spółki prawa handlowego czy członka zarządu. W myśl zawartych umów są oni pracownikami, a jednocześnie przepisy kodeksu spółek handlowych zakazują zarówno radzie nadzorczej, jak i walnemu zgromadzeniu „mieszania się” do spraw dotyczących prowadzenia spółki.
Niemożliwe jest zatem wskazanie przełożonego prezesa spółki, który byłby hierarchicznie umieszczony w strukturze organizacyjnej firmy. Kto zatem ma prezesowi „zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy oraz systematycznie szkolić go w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy” czy też „organizować mu pracę w sposób zapewniający zmniejszenie uciążliwości pracy, zwłaszcza pracy monotonnej i pracy w ustalonym z góry tempie”? Już te dwa zacytowane przykłady z katalogu podstawowych obowiązków pracodawcy zapisanych w art. 94 k.p. wskazują na swoiste „rozdwojenie jaźni” w stosunku pracy zarządów spółek.
Przepisy prawa pracy ograniczają stosowanie wobec osób zarządzających zakładem podstawowych norm dotyczących czasu pracy. Artykuł 132 §1 pkt 1. k.p pozbawia wręcz te osoby 11-godzinnego wypoczynku w każdej dobie pracy, co w połączeniu z obowiązkiem pracy w godzinach nadliczbowych bez prawa do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych, czyni ten czas nieograniczonym. Sytuacja ta może stać się wręcz niebezpieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa i fizjologii pracy, bowiem nie ma osoby, która w sposób obiektywny i odpowiedzialny oceniłaby stan wyeksploatowania organizmu tych „niby-pracowników”.
więcej
| Luty
| Prawo pracy
|
Andrzej Kuśmierczyk
W ciągu jednego roku przybyło ponad 120 tysięcy chorych leczących się psychiatrycznie. Niedawno „Gazeta Wyborcza” (26/9/2005) opublikowała fragmenty raportu, z którego wynika że w 2003 r. w poradniach psychiatrycznych leczyło się 1 milion 124 tysiące Polaków, natomiast w roku 2004 – o 122 tysiące więcej. Przy czym rachunek ten nie uwzględnia osób leczących się prywatnie. Lekarze oceniają, że to skutek wyścigu szczurów, warunków pracy. „Nigdzie w Europie nie przybywa chorych w takim tempie” – twierdzi prof. Araszkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. „W ciągu ostatnich ośmiu lat w Polsce ich liczba podwoiła się”.
Osiągnęliśmy rekord. Miejmy nadzieję, że nie ostatni. Oby w tym roku było sto czterdzieści tysięcy nowych pacjentów w gabinetach psychiatrycznych. Niech w kolejnych latach przybywa jeszcze więcej pacjentów i ich lekarzy, psychiatrów. W końcu wszyscy staniemy się wariatami, i będziemy wreszcie wolni, przynajmniej wolni od strachu…
To miał być felieton prześmiewczy, z elementami groteski i czarnego humoru. Chciałem dalej wyśmiewać wnioski z „Diagnozy społecznej” prof. Czapińskiego, które wyciągnął pewien doktor socjologii i które ogłosił publicznie: Polacy radzą sobie coraz lepiej! I chciałem zjadliwie puentować, że podczas okupacji też radzili sobie coraz lepiej. Ale to wszystko tylko figury stylistyczne i śmiech przez łzy. Ręce opadają.
Wzrost gospodarczy naprawdę nie oznacza dobrego społecznego samopoczucia. Może kapitalizm jest najefektywniejszym sposobem gospodarowania, ale przecież celem gospodarowania kapitalistycznego jest pomnażanie zysku. Człowiek nie jest celem gospodarki rynkowej, chociaż człowiek i jego praca to źródła zysku. Aż wstyd wciąż o tym przypominać, bo przez wieki mówili i mówią o tym Spinoza, Hegel, Marks, Max Weber, Theodor Adorno, Michel Foucault, Antonio Negri (wydany ostatnio esej naukowy „Imperium”, którego autorami są właśnie Negri i Michael Hardt, to może najbardziej przenikliwa diagnoza współczesnego globalnego ładu). Ręce opadają. Jak mówić do wytwórców zysku, że są podmiotami pracy?
więcej
| Luty
| Psychologia w pracy
|
|
|
|