|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Lipiec-Sierpień
CMS - niechciane dziecko cyfrowej rewolucji?
|
|
Niedawno Agfa ogłosiła, że poszerza swe usługi doradcze o konsultacje w dziedzinie wdrażania systemów zarządzania kolorem (Color Management System). To z pozoru zwyczajne wydarzenie może wywołać przy wnikliwszej analizie pewien niepokój. Kontrola kolorystyki prac przy użyciu CMS miała być podstawowym narzędziem cyfrowej obróbki i reprodukcji obrazu – chlebem powszednim grafików i specjalistów od DTP oraz poligrafii. Czy profesjonaliści do tego stopnia sobie z tym nie radzą, że konieczne staje się korzystanie z pomocy ekspertów? Czego w tej sytuacji mają spodziewać się klienci?
|
Propozycja Agfy
Pomysł nie jest nowy – eksperci wyręczają swych klientów w tym, co teoretycznie powinni oni zrobić sami. Konsultacje polegają na przeanalizowaniu procesu obróbki grafiki i zaproponowaniu praktycznych metod utrzymania dokładnej i konsekwentnej kontroli nad kolorem, aż do etapu wysłania prac na urządzenie drukujące.
Agfa tłumaczy, że wzrostowi wykorzystania ilustracji barwnych nie towarzyszy poprawa wierności kolorystycznej reprodukcji. Autorzy pomysłu zauważają, że brakuje dziś jednego standardu obejmującego wszystkie urządzenia drukujące, a klienci dostarczają do punktów poligraficznych i wydawnictw prace w różnej formie. Tutaj z kolei prace są „tłumaczone” na przestrzeń barwną posiadanych maszyn przy użyciu najróżniejszych metod. Uniemożliwia to dokładne przewidzenie efektów w druku, stawiając projektantów, drukarzy i wydawców w kłopotliwej sytuacji.
Konsultacje Agfy mają zatem pomóc w tym, do czego stworzono Color Management System – w takim zorganizowaniu procesu obróbki prac, aby dzięki zastosowaniu standardowych rozwiązań uzyskiwać wiarygodne wyniki, niezależnie od używanego sprzętu, mediów, farb, atramentów czy też oprogramowania.
Kłopoty to nasza specjalność
Zwyczajowe narzekania klientów skarżących się na trudności z przewidywaniem efektów kolorystycznych w druku offsetowym stały się wręcz ledwo słyszalne, gdy do poligrafii wkroczyły techniki cyfrowe – zwłaszcza ink-jet i druk wielkoformatowy. To tutaj zaczęły się prawdziwe kłopoty. Nietypowe i niemożliwe do uwzględnienia oraz symulowania na etapie przygotowania grafiki przestrzenie barwne urządzeń drukujących, wciąż zmieniające się media i atramenty, szybko ewoluujące sposoby drukowania, dające trudną do opanowania ilość opcji i możliwości – to wszystko sprawia, że nieprzewidywalność efektów kolorystycznych stała się w wypadku technik cyfrowych jedną z ich podstawowych bolączek.
Wielu klientów drukarń wielkoformatowych potwierdzi zapewne, że opinia Agfy o braku poprawy w zakresie wierności kolorystycznej jest więcej niż ostrożna. W rzeczywistości obserwujemy rażące pogarszanie się kontroli nad kolorem, a niemiłą niespodziankę mogą dziś sprawić nawet z pozoru najbardziej profesjonalne drukarnie, dysponujące najdroższymi, ciężkimi ploterami solwentowymi największego formatu.
Na czym polega CMS?
Idea Color Management System przypomina korzystanie ze słownika. Dzięki profilom kolorystycznym, charakteryzującym urządzenia biorące udział w obróbce i prezentacji grafiki (skaner, monitor, maszyny drukujące) mamy szansę zachować lub odtworzyć na każdym z etapów obróbki grafiki informację o oryginalnej kolorystyce pracy, „tłumacząc” ją następnie na paletę barw zgodną z możliwościami sprzętu. Pracujące w różnych przestrzeniach barwnych urządzenia są dzięki temu w stanie przedstawić kolor możliwie najwierniej, z uwzględnieniem poprawek wynikających z charakterystyki sprzętu, mediów, atramentów itd. Korekty barwne dokonywane podczas wędrówki pracy są odwracalne, nie nawarstwiają się, co zapobiega potęgowaniu odstępstw od oryginału.
Na tej samej zasadzie mówiący różnymi językami ludzie mogą wymieniać między sobą wciąż tę samą treść, wyrażaną dzięki słownikom w różnej formie. Aby „przekład” na kolejnych etapach pracy się powiódł, muszą być spełnione trzy warunki:
• trzeba wiedzieć, z jakiego „języka” tłumaczymy (czy i jak zmodyfikowano opis przestrzeni barwnej docierającej do nas pracy)
• trzeba wiedzieć, na jaki „język” mamy przetłumaczyć pracę (jakie są możliwości sprzętu, na którym będzie oglądana lub reprodukowana praca)
• trzeba posiadać odpowiednie słowniki (profile kolorystyczne).
W przypadku CMS istnieje więcej analogii z językiem i słownikiem niż by się mogło wydawać. Nawet najpoprawniej zbudowany system nie zapewnia bowiem stuprocentowej wierności. Konwersje nieprzystających do siebie przestrzeni barwnych nigdy nie odbywają się bez strat i przekłamań – dokładnie tak samo, jak w wypadku języków i pracy tłumacza. Odtworzenie oryginalnej kolorystyki pracy powstałej w jednej z obszernych przestrzeni RGB, zamienionej następnie na znacznie skromniejszą przestrzeń CMYK, jest w rzeczywistości niemożliwe. Konwersja RGB–CMYK (a nawet CMYK–RGB!) powoduje bezpowrotną utratę pewnej części informacji o kolorze.
Na czym polega problem?
Gdyby wynikające z praw fizyki niedokładności w tłumaczeniu kolorystyki pracy na różne przestrzenie barwne były jedynym mankamentem związanym z korzystaniem z CMS, problemu w rzeczywistości by nie było, wierność kolorystyczną udałoby się bowiem utrzymać na akceptowalnym poziomie.
Kłopoty z zachowaniem właściwej kolorystyki prac w reprodukcji cyfrowej nie biorą się z ułomności CMS. Jeżeli na którymkolwiek z etapów pracy nie zostanie spełniony jeden z trzech wspomnianych warunków działania CMS, logika całego procesu – najczęściej – legnie w gruzach. Sytuacje takie wynikają z niewiedzy lub prozaicznego braku odpowiednich środków technicznych, a wina leży niestety nie tylko po stronie personelu biorącego udział w procesie obróbki i reprodukcji prac, ale także po stronie pracującego na ich rzecz przemysłu i dostawców.
Idea CMS wymaga profesjonalizmu – jest elitarna i wyjątkowo mało tolerancyjna wobec błędów i niekonsekwencji. Tymczasem producenci starają się zaangażować do udziału w procesie obróbki i reprodukcji grafiki coraz szersze grono coraz mniej profesjonalnych uczestników. Prawdziwy problem polega na tym, że specjalistów radzących sobie z kolorem nie przybywa tak szybko jak urządzeń drukujących, zaś poprawne stosowanie rozwiązań sprawdzających się nieźle w stosunkowo standardowym procesie przygotowania prac do druku offsetowego, w wypadku technik cyfrowych okazuje się coraz mniej możliwe. Błąd można popełnić na każdym etapie pracy, spróbujmy jednak wskazać najczęściej spotykane niebezpieczeństwa.
Profile wejściowe
Aby mieć szansę odtworzenia przybliżonej kolorystyki oryginału pracy, musimy wiedzieć, jakim transformacjom została ona poddana. Zastosowanie niewłaściwego profilu podczas interpretowania pracy jest najczęstszym powodem przerwania łańcucha CMS i utraty możliwości odtwarzania oryginalnej kolorystyki. Kombinacja formatu pracy i używanego oprogramowania sprzyja czasem takim błędom. Na przykład RIP obsługujący ploter może w wypadku niektórych formatów otwierać plik bez uwzględnienia informacji o związanym z nim profilu kolorystycznym. Nawet najprostsza czynność otwarcia i zapisania pracy w Photoshopie może zakończyć się utratą informacji o oryginalnej kolorystyce, o ile grafik nie poradzi sobie z odpowiednim zarządzaniem profilami. W praktyce prace trafiają często z rąk do rąk, bywają eksportowane na przeróżne formaty i obrabiane na różnym oprogramowaniu. W tej sytuacji szansa, że ciągłość łańcucha CMS zostanie utrzymana, jest raczej niewielka.
Profile wyjściowe
Wiedza na temat parametrów docelowego urządzenia drukującego jest potrzebna zawsze, pozwala bowiem przewidywać efekty w druku na etapie przygotowania pracy. Wiedza ta staje się bezwzględnie konieczna, wówczas gdy cyfrowy proces wędrówki pracy zostaje przerwany. Z chwilą naświetlenia kliszy do druku offsetowego kończą się możliwości korygowania przez drukarnię parametrów pracy pod kątem posiadanego sprzętu. Źle ocenionego stopnia przyrostu punktu rastrowego nie da się już skorygować, dlatego praca musi zostać poprawnie skalibrowana jeszcze zanim klisze trafią do drukarni.
Jeśli praca zachowuje cyfrową postać aż do ostatniego etapu, do samego końca możemy także korzystać z dobrodziejstw CMS, korygując nawet pliki niewłaściwie przygotowane pod względem urządzenia docelowego. Drukując projekt przygotowany na maszynę offsetową pracującą w wąskiej przestrzeni CMYK na ploterze dysponującym poszerzoną przestrzenią CMYKOG możemy wprawdzie spodziewać się, że nie wykorzystamy jego pełnych możliwości, jednak zamiast obawiać się wyraźnych „przekłamań” kolorystycznych, możemy oczekiwać jedynie pewnego zubożenia palety barwnej, uzyskując w każdym razie efekty nie gorsze niż na offsecie. Dzięki CMS w drukarni możliwe będzie „przekalibrowanie” pracy przygotowanej na offset – tym razem pod kątem druku na ploterze.
W przypadku w pełni cyfrowego procesu brak docelowych profili na etapie przygotowania utrudnia zatem pracę, ale nie oznacza przerwania łańcucha CMS. Grafik będzie miał więcej kłopotów z przewidywaniem efektów w druku, ale same efekty będą nadal wiarygodne, choć nieco mniej spektakularne, jeśli porównać je z pracą przygotowaną od początku pod kątem konkretnych warunków technicznych druku.
Kłopoty w drukarni
Jeden z najpowszechniejszych powodów załamania się całego procesu zastosowania CMS ma swoje źródło na jego końcu – w drukarni. W przeciwieństwie do komfortowej sytuacji, z jaką mamy do czynienia w wypadku drukarni offsetowej, techniki cyfrowe, a zwłaszcza ink-jet, uniemożliwiają w praktyce przygotowanie pracy pod kątem konkretnego urządzenia drukującego. Grafik opracowujący projekt nie ma najczęściej pojęcia, na jakim sprzęcie, atramentach czy mediach zostanie on wydrukowany i nie dysponuje charakteryzującymi te warunki techniczne profilami. Prace trafiające do druku na ploterze wielkoformatowym przygotowywane są najczęściej standardowo – czyli tak, jak do druku off-setowego, natomiast do drukarni należy ostateczne skorygowanie tych ustawień i skalibrowanie pracy przed wysłaniem jej do druku. Użyty na koniec profil wyjściowy musi uwzględniać parametry sprzętu, rodzaj atramentów oraz konkretne media.
Tymczasem drukarnia bardzo często nie dysponuje odpowiednimi profilami. Inwestycja w sprzęt i oprogramowanie do generowania profili może dorównywać kosztom samego urządzenia drukującego i jest jasne, że wraz ze wzrostem dostępności tych ostatnich coraz mniejszy procent użytkowników będzie w stanie radzić sobie z problemem profili samodzielnie. Wydaje się, że ciężar ten powinni wziąć na siebie przede wszystkim producenci i dostawcy mediów do druku, one bowiem stanowią prawdziwy problem ze względu na wielką różnorodność i lawinowo rosnącą ofertę dostępnych produktów.
Tymczasem wielu dostawców albo nie dysponuje profilami do własnych papierów, folii, materiałów banerowych itp., albo każe sobie za nie słono płacić. Praktyki takie można porównać do sprzedaży samochodu pozbawionego silnika, za który trzeba dodatkowo dopłacić, aby w ogóle wyjechać autem z salonu. Papier do plotera staje się bez odpowiedniego profilu równie bezużyteczny, jak papier pakowy. Jeżeli weźmiemy dodatkowo pod uwagę, że np. w druku ploterowym ink-jet powszechnie stosuje się tańsze atramenty alternatywne, różniące się parametrami od oryginalnych, pod kątem których przygotują swe profile producenci mediów, zrozumiemy dlaczego CMS okazuje się coraz częściej fikcją nawet na miejscu w drukarni, nie mówiąc już o wcześniejszych etapach obróbki pracy.
*
Dziś widać już wyraźnie, że CMS nie trafi wraz z coraz dostępniejszymi urządzeniami drukującymi „pod strzechy”, bowiem związane z zarządzaniem kolorem wymagania przerastają możliwości przeciętnego użytkownika tych maszyn. Trudno jednak dostrzec przekonujące pomysły na przełamanie narastającego impasu. Jedną z metod ominięcia problemów wynikających z mnogości przestrzeni barwnych pojawiających się na drodze pracy jest ich ujednolicenie. Niektórzy producenci lansują od pewnego czasu paletę sRGB jako uniwersalną przestrzeń cyfrowej obróbki obrazu. Taka „urawniłowka” prowadzona pod kątem raczej masowego odbiorcy ma jednak oczywiste mankamenty, wzbudzając niechęć wśród „elit”, do których zaliczają się projektanci oraz specjaliści od DTP i poligrafii, znacznie lepiej czujący się na przykład w daleko obszerniejszej przestrzeni Adobe RGB i oczekujący możliwości pełnego wykorzystania parametrów posiadanego sprzętu.
Doraźne działania, takie jak opisana inicjatywa Agfy, nie rozwiązują oczywiście problemu, pokazują jednak, że przemysł związany z cyfrową obróbką i reprodukcją obrazu dostrzega mankamenty CMS, a co ważniejsze – zaczyna chyba upatrywać w nich bariery dalszego rozwoju. Doceniając wszystkie zalety cyfrowych technik druku wielkoformatowego trzeba także powiedzieć uczciwie: pod względem wierności kolorystycznej korzystanie z nich przypomina w dzisiejszej sytuacji rosyjską ruletkę. Dopóki przemysł nie zaproponuje prostszych sposobów kontroli kolorystycznej, CMS będzie prawdopodobnie coraz częściej zastępowany przez kręcenie magazynkiem rewolweru – co wydaje się zresztą całkiem naturalne w czasach rewolucji.
Łukasz Łukasiewicz
redaktor naczelny
Portalu Polskiej Reklamy Wizualnej
signs.pl
|
|
|
|