|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Lipiec-Sierpień
Inteligentny kontener miejski
|
Radosna wiadomość. Czego nam bardziej potrzeba niż dobrych wiadomości. Otóż otacza nas bezmiar inteligencji. Czyli: będzie się żyło lepiej, bo mądrzej, inteligentniej. I w tym przypływie optymizmu, jak to u mnie, pojawia się cichutkie, wredne, jak to u mnie, pytanko: czyżby?
Ależ tak. Inteligencja została zaklęta w przedmioty codziennego i niecodziennego użytku. Staję między nimi trochę zażenowany, bo przecież zawsze czuję ten okropny niepokój, że może właśnie za chwilę zostanę zdemaskowany jako osoba mało inteligentna, może nawet nieinteligentna. A co będzie, jeśli okaże się, że drzwi są inteligentniejsze ode mnie. I jak dalej żyć? A co będzie, gdy w środku pracowitej nocy usłyszę zduszony chichot mojego inteligentnego łóżka?
Nie, jeszcze tak nie jest, chociaż istnieją już inteligentne pomieszczenia, budynki, inteligentne pociągi, samochody, drukarki, telefony, sklepy, a nawet kontener miejski, czyli śmietnik, i oczywiście, inteligentne oprogramowanie, i różne rzeczy nafaszerować elektroniką. Nieoczekiwanie inteligentne są również produkty, wydawałoby się proste – inteligentny papier, opakowania, kremy do rąk itd.
|
Inteligentny budynek, jeżeli zlokalizować tam urząd, nie wpuści urzędników do pracy, by zapobiec mnożeniu biurokratycznych bzdur. Inteligentny pociąg nie będzie chciał wozić „kiboli”, typów odrażających, a kiedy typ będzie chciał zniszczyć tapicerkę, to pociąg zidentyfikuje szkodnika i zakuje go w kajdany. Inteligentny samochód odetnie paliwo kierowcy, który nie przestrzega dozwolonej prędkości. Telefon przerwie piątą w tym dniu rozmowę nastolatek, a papier nie przyjmie śladu pióra Kuśmierczyka, gdy ten będzie pisał do Świata Druku.
Jednak nie. Takiego ograniczenia zachowań nieinteligentnych, głupich, od naszych produktów oczekiwać nie możemy. Czymże zatem jest inteligencja ludzka i czym różni się od inteligencji przedmiotów?
Według Słownika psychologicznego inteligencja to „zespół sprawności, głównie myślenia, umożliwiający jednostce rozwiązywanie nowych zadań, korzystanie z własnego doświadczenia, szczególnie wiedzy, a w oparciu o to przystosowanie się do warunków i przekształcanie tych warunków dla swych potrzeb”. Dyskretnie wspomnijmy, że u człowieka osiągnęła ona wysoki poziom dzięki rozwojowi mowy, a z nim – wyższych form myślenia. J.P. Guilford w swojej fundamentalnej monografii Natura inteligencji człowieka przedstawia przypominający układ okresowy Mendelejewa model inteligencji składający się ze stu dwudziestu zdolności elementarnych.
Widać, że inteligencja w rozumieniu psychologii, a jest to przecież termin psychologiczny, nie ma nic wspólnego z określeniem używanym w reklamie. Niepoprawne użycie tego terminu jest wyrazem pewnej brzydkiej praktyki, u której podstaw stoi umiejętność inteligentnego – właśnie – manipulowania słowem w celu wprowadzenia w błąd. Jeżeli, na przykład mieszkanie ma taką konstrukcję, że ruch powietrza przy otwarciu drzwi powoduje włączenie oświetlenia, a odpowiednie czujniki o zmierzchu uruchamiają mechanizm zasuwania zasłon, to można mieć złudzenie, że pomieszczenie jest intencjonalnie przychylne wobec mieszkańca. Nic bardziej błędnego. To ślepe, bezmyślne, nieinteligentne, proste algorytmy. Wykorzystując złudzenie konsumenta i nieznajomość terminologii naukowej producent może pokusić się o kłamliwą, nadmiarową nazwę, która w istocie pełni rolę tylko reklamową.
Jednak praktyka taka rodzi konkretne skutki. Jeżeli nabierzemy się na „inteligentną” ofertę, będzie to znaczyć, że w naszej inteligencji istnieją pewne braki. Nie oznacza to od razu, że inteligencją nie dorastamy do inteligentnego opakowania, ale warto się zaniepokoić. Inna rzecz, że opakowania potrafią być „inteligentnie” groźne. Oto istnieje problem tzw. bezpiecznych opakowań leków, którymi nie potrafią posługiwać się osoby starsze i często niesprawne. To, co miało chronić dzieci, stało się uciążliwością dla osób chorych.
Może być również tak: za „inteligentną” rzeczą stoi całkiem cyniczne przekonanie handlowca czy producenta, że inteligencja, której nie dostaje klientowi, będzie tak atrakcyjnym wabikiem, iż ów klient zachłannie rzuci się na produkt z nadzieją, że pożądana przezeń cecha udzieli mu się niejako z zewnątrz, „od strony produktu”, zwiększając jego własne, zbyt skromne zasoby.
A może jest i tak, że produkty, wytwory jak by nie było zbiorowego wysiłku, przerastają poziomem złożoności funkcji możliwości pojmowania pracowników działów marketingu i reklamy. I stąd, w nabożnej czci, tajemniczo działającym wyrobom przypisana zostaje moc demoniczna, czyli inteligencja. Jeśli tak, to źle.
A może jest jeszcze tak, że wszystkie możliwe przyczyny jakoś się sumują. Oto naiwny, głupi, a może tylko nieuważny klient spotyka się z głupim, cynicznym i nierozważnym producentem czy handlowcem. Może więc po prostu odnajdywanie inteligencji tam, gdzie jej nie ma, świadczy o naszej powszechnej głupocie i skłonności do zachowań nieinteligentnych?
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|