|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Październik
Już nikt nie mówi CE...PE...TE
|
Już nikt nie mówi CE... PE... TE... no, może prawie nikt. Jednakże, gdy zdecydowaliśmy się naświetlać płyty offsetowe metodą Computer-to-Plate, trudno było się z kimkolwiek dogadać. Obecnie technologia jest ceniona i powszechnie znana, a cząstkę jej sukcesu nieskromnie, acz chyba zasłużenie, przypisujemy sobie. Byliśmy pierwszym w Polsce usługowym studiem CtP.
Pracę rozpoczęliśmy w grudniu 2001 roku i przez kolejnych osiem miesięcy, oczekując na klientów, podziwialiśmy jakie piękne mamy Galileo i jaką nowoczesną technologię, a każdego, kto by skręcił do naszego Studia, gotowiśmy witać kwiatami i orkiestrą. A wydawało się, że do dobrego nie trzeba przekonywać, że wystarczy wysłać ulotkę. W końcu musieliśmy przejechać kilka tysięcy kilometrów z nowiną, że oto jest przygotowalnia, która pozwala wykonać płytę offsetową o cyfrowej jakości, do tego szybciej i taniej, dając w rezultacie lepsze efekty druku..., by wreszcie w sierpniu poczuć, że lody zostały przełamane.
|
O wszystkim decydują kadry
Technologia CtP była akuszerką nowego fachu - operatora CtP. Przygotowanie do zawodu w tej wąskiej specjalności wcale nie jest łatwe. Wymaga wiedzy z trzech dziedzin: montażu i kopiowania, które były dotychczas domeną drukarni, wiedzy z zakresu DTP oraz znajomości technik rastrowania.
Tradycyjny proces jest pod stałą, wzrokową kontrolą. W każdej chwili można wziąć do ręki filmy, przyłożyć montaż do montażu i sprawdzić pasowanie. Tymczasem monitora do monitora się nie przyłoży. Dlatego doświadczeni drukarze początkowo czują naturalną obawę przed CtP, gdzie to, co dotychczas tworzono w drukarni, zostaje przeniesione do studia komputerowego, a efekt widać dopiero na maszynie. Z drugiej strony, który „detepowiec” wie, co to jest podwójna produkcja, rozrys, montaż „na obracane przez łeb”, wycinka, główka albo jakaś inna grzbietówka. Opanowanie całej tej wiedzy jest możliwe, ale wymaga sporo czasu i niestety jest to najczęściej nauka na własnych błędach.
Wykreowaliśmy jeszcze jedno stanowisko: plate manager. Mówiąc po ludzku, jest to osoba ręcznie podająca płyty do maszyny.
Spadające płyty
A co będzie, jak mi płyta spadnie? To najczęstsze pytanie zadawane przez sceptyków. Teraz odpowiadam, że płyty CtP nie spadają - pod warunkiem, że użytkownik obchodzi się z nimi zgodnie z zasadami sztuki. To znaczy: nie używa nafty, acetonu (mieliśmy takie przypadki), nie naciąga za mocno w sztangach, a przede wszystkim drukuje na sprawnej maszynie. Wtedy srebrowe płyty Agfy mogą dużo wytrzymać. Nasz rekord z ostatnich dni: 415 000 odbitek.
Pewien pozałódzki klient, specjalizujący się w drukowaniu etykiet, zamawiał dwa komplety płyt. Tak na wszelki wypadek. Proszę bardzo - dla nas praca i pieniądze. Niestety, zrezygnował, bo w ciągu kilku miesięcy nie zdarzyło się, by kopia była potrzebna. Mało tego - z jednego kompletu wydrukował trzy razy po siedemdziesiąt tysięcy i wydrukowałby po raz czwarty, gdyby maszynista nie zarysował płyty mechanicznie.
Dla trwałości płyt nie mają znaczenia stosowane chemikalia. Nasi klienci używają z bardzo dobrym skutkiem najróżniejszych gum i aktywatorów - najczęściej tych najprostszych i najtańszych. Problem z dodrukami pojawia się wtedy, gdy na płycie przed gumowaniem pozostają resztki farby, guma jest położona nierównomiernie, płyta przenoszona nieostrożnie lub... wynoszona z drukarni. Tak, tak! Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy drukarze mówili, że po miesiącu trzeba powtarzać prawie cały komplet. Dlaczego? Staraliśmy się dociec prawdy. Rzeczywistość przyniosła najbanalniejsze rozwiązanie. Płyt po prostu w ogóle nie było. Ale skoro aluminium w skupie kosztuje najmniej 3,50 zł za kilogram...
Producent, czyli Agfa, podaje że płyty po zagumowaniu można bezpiecznie przechowywać przez trzy miesiące. Nam zdarzył się przypadek, że po roku z kompletu ponad 100 płyt dorabialiśmy tylko jedną. A co robimy, kiedy płyta zostanie uszkodzona? Identyfikujemy ją natychmiast po numerze umieszczonym na boku każdej pracy, naświetlamy i organizujemy transport do klienta.
Miny
Doświadczenie uczy nas, że najważniejsza osoba w poligrafii to ta, która zatwierdza arkusz do druku, oraz że do każdego zlecenia należy podchodzić z pokorą, bowiem rzeczywistość jest znacznie bogatsza od instrukcji CtP. Dlatego zawsze prosimy o podpisanie wydruków impozycyjnych. Czasami klienci rezygnują z zatwierdzania i my się na to godzimy. To więcej niż błąd.
Wpadki zdarzają się w najmniej oczekiwanych momentach. Z pliku przygotowanego w czterech kolorach mamy naświetlić tylko yellow i cyan, bo w ich miejsce zostaną podłożone dwa pantony. Nic prostszego. Tymczasem telefon - reklamacja. Nie ma paserów do cięcia!!! - U mnie na podglądzie są - denerwuje się zleceniodawca - a na płycie nie ma. Okazało się, że pasery zostały zadane w kolorze czarnym.
Przed zakupem systemu CtP wyobrażaliśmy sobie, że elektroniczny montaż to tylko formalność. I tak w zasadzie jest, pod warunkiem, że pliki są przygotowane w sposób prawidłowy. Dotyczy to jednak tylko połowy dostarczanych do nas prac. W pozostałych zawsze jest coś do poprawienia.
Często otrzymujemy pliki otwarte. Na szczęście budowa postscriptu nie jest czasochłonna. Fonty nie są „pokrzywione” lub w ogóle ich ma. W polu zadruku znajdujemy pasery lub opisy kolorów, rozmiar kolumny jest większy od rozmiaru książki... A co powiecie o pływających kolumnach? W montażu ręcznym praktycznie nie ma znaczenia, jak są umieszczone na stronie. Nożyczki wyrównają wszystko. Dla montażu elektronicznego to zmora.
Swego czasu opracowaliśmy instrukcję pn. „Ogólne zasady prawidłowej pracy studia DTP”, w której zamieściliśmy między innymi takie uwagi (proszę się nie śmiać): zdjęcia i grafiki ze stron internetowych nie nadają się do publikacji; wszystkie strony powinny mieć jednakowy rozmiar; albo - wydruk ze zwykłej drukarki nie odzwierciedla efektu, jaki uzyska się w druku.
:Sublima
Czy widzieli Państwo Romayora drukującego z liniaturą 280 lpi albo kilkuletniego, półformatowego Rolanda osiągającego 340 linii na cal!!!? To niemożliwe - mówi większość maszynistów, którym już przy dwusetce pocą się ręce. A jednak takie efekty można uzyskać stosując oryginalną technologię rastrowania Agfa :Sublima.
Tak jak nie wiem, skąd na początku logo :Sublima wziął się dwukropek, tak samo nie wiem, jak ona działa. Ale działa!!! W folderze wyczytałem, że jest to hybryda rastra klasycznego i stochastycznego, która umożliwia drukowanie z takimi właśnie liniaturami przy standardowej rozdzielczości 2400 dpi.
Niska rozdzielczość pozwala wykorzystać wszystkie zalety rastra bez zmiany sposobu przygotowania pracy w studiu DTP. Nie trzeba też wprowadzać żadnych zmian w hali maszyn. W praktyce wygląda to tak, że naświetloną płytę z obrazem zrastrowanym :Sublimą zakłada się na maszynę i drukuje. Efekt jest piorunujący. Obraz wygląda jak najlepsza fotografia. Nawet pod lupą punkt jest ledwie widoczny.
My to mamy. Znów jako pierwszy w Polsce punkt usługowy proponujemy drukarzom rewelacyjną nowość i znów spotykamy się z głosami: - A po co nam to. Drukujemy, jak drukujemy i dobrze wychodzi.
Całe szczęście, że wydawcy już wiedzą i wymagają.
Marek Mamos
Autor jest współwłaścicielem firmy Pery Plate Studio Sp. z o.o. znajdującej się w Łodzi przy ul. Rewolucji 1905 r. nr 45. Telefony: (42) 630 01 74, 630 01 75, (501) 033 755, http://www.peryplate.pl/
|
|
|
|