|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Lipiec-Sierpień
Jeżeli jesteś mistrzem, to się nie męczysz tym, co robisz. Jeżeli jesteś mistrzem, to czemu chcesz odpoczywać?
Okres urlopowy w sposób naturalny zbiega się w czasie z wakacjami szkolnymi. Lipiec i sierpień to miesiące, w których ludzie koniecznie wybierają się na urlop, żeby wypocząć. A żeby wypocząć, trzeba wyjechać. Im mniej dni wolnych od pracy, tym mniej wypoczniemy. I nie idzie tutaj o zwykłe mnożenie, z którego wynikałoby, że dwa tygodnie wypoczynku to dwa razy więcej niż tydzień. Sprawa jest bardziej zawiła.
|
Przygotowania do urlopu, a więc wybór kraju, do którego jedziemy, wybór odpowiedniego biura turystycznego, które gwarantuje najlepszą obsługę, zaczynają się dość wcześnie, bo jakieś dwa-trzy miesiące przed wyjazdem. Te czynności wykonuje się stosunkowo spokojnie. Jednak im bliżej terminu wyjazdu, tym atmosfera robi się bardziej gorączkowa. Z rozmów w pracy wynika, że wszyscy wybrali lepiej, że tam, dokąd my jedziemy, inni już byli i teraz jadą w lepsze miejsce, a słysząc wymienianą przez nas nazwę - tylko pogardliwie wzruszają ramionami. Rodzi się niepokój. A może zmienić zamówienie, a może jechać gdzie indziej? A może rzeczywiście będzie kiepsko? A więc ponowne zbieranie informacji, ponowne kalkulacje cen. Wreszcie zostajemy przy swoim, ale już z nutką goryczy, która nie pozwala po prostu cieszyć się. Cóż, w następnym roku wybierzemy rozważniej.
Ostatnie dwa tygodnie przed wyjazdem to koszmar. Okazuje się, że trzeba kupić ubrania, kostiumy kąpielowe, klapki, filmy do aparatu. Trzeba zorientować się, jakie są ceny w kraju docelowym, jakie są obyczaje, ile papierosów i wódki zabrać ze sobą. Jeżeli mamy zwierzęta domowe, trzeba zapewnić im hotel lub inną przechowalnię, trzeba umówić kogoś z rodziny lub sąsiadkę, żeby podlała rośliny. Ktoś musi bywać w domu, żeby złodzieje nie zorientowali się, że jest pusty.
W pracy oczywiście nie ma co mówić o pracy. Ostatnie rady, żarty, anegdoty. Z punktu widzenia pracodawcy ostatni tydzień przed urlopem pracownika jest stratą, ponieważ ten żyje w napięciu uniemożliwiającym mu efektywną pracę. Badania potwierdzają spadek wydajności w okresie przedurlopowym, pojawiający się niezależnie od długości okresu ciągłego zatrudnienia. To perspektywa urlopu, a nie zmęczenie pracą, jest przyczyną spadku wydajności. Podobnie dzieje się po powrocie pracownika z urlopu. Pierwsze kilka dni pracy to okres adaptacji, w czasie którego dobry pracownik pracuje źle. Dlatego psychologowie zalecają, żeby wracać do pracy nie w poniedziałek, ale w czwartek lub piątek. Od poniedziałku będzie lepiej. W istocie pracodawca traci więcej niż tylko dni nieobecności pracownika w pracy. Najkorzystniej jest udzielać urlopów długich, bo niezależnie od długości urlopu pracownik pracuje źle tak przed, jak i po nim.
Wróćmy do przygotowań. Nadchodzi długo wyczekiwany dzień wyjazdu. Zapobiegliwie naszykowaliśmy wszystko, a tu jak zwykle - wszystko trzeba załatwiać na ostatnią chwilę. Ciocia jest chora, pies się zatruł lub zgubił na spacerze, sąsiadka nie może przyjść, bo akurat też wyjeżdża. Bagaże źle spakowane, nie wiadomo, czemu takie ciężkie, nie wiadomo, gdzie co jest. A więc przedwyjazdowa awanturka, bo nikt nie jest winien, a przecież każdy jest winien. Wszyscy źli, naburmuszeni, zmęczeni. On spał niespokojnie, ona robiła ostatnie prasowanie i przygotowywała wikt na drogę. Wyjazd z domu na ostatnią chwilę i już - zaczynają się wakacje.
Przejazd do miejsca wypoczynku. Zostańmy przy przykładzie podróżowania niezwykle popularnego, bo tanio, szybko i na miejsce. Wsiadamy do autokaru i przed nami około dwudziestu godzin jazdy w komfortowych warunkach. Komfort przejawia się tak: postój dziesięciominutowy raz na cztery godziny. Stajemy na parkingu lub stacji benzynowej. Nie wiedzieć czemu, wszyscy naraz chcą do ubikacji. Każdy palacz chce zapalić. Nikt nie chce wsiadać do autokaru. Przerwa jednak przedłuża się i co bardziej obyci zdążają i za potrzebą, i zapalić, a nawet wypić kawę. Oczywiście za wszystko płacimy w walucie, mimo że przewoźnik gwarantuje w cenie biletu toaletę. Im kto większy lub cięższy, tym większą przeżywa mękę podróży. Dodatkową atrakcją jest udział w teście wytrzymałości na niedotlenienie, bo klimatyzacja to dodatkowe zużycie paliwa, a paliwo to pieniądze, a pieniądze to tanie bilety, które tak nam się podobały. Dodatkowo przypomina nam się w czasie jazdy, że okno w kuchni zostało otwarte, śmieci nie wyrzucone, kostium leży na pralce, a filmy na regale.
Dojeżdżamy na miejsce i przez pierwsze dwie doby leczymy rany po podróży. Później zostaje szkoła przetrwania pod nazwą: wycieczki i zwiedzanie zabytków. Oczywiście niczego sensownego się nie dowiadujemy, niczego dobrze nie zapamiętujemy, a co gorsza - tkwimy w złudzeniu, że dużo widzieliśmy i dużo poznaliśmy. Możemy opowiadać znajomym i rodzinie, jak było świetnie. A może - to podpowiedź dla organizatorów turystyki - warto oferować najbardziej karkołomne wyjazdy pod hasłem: to wyjazd, którym na pewno zaimponujesz rodzinie, koledze, który robi karierę szybciej niż ty, a za specjalną opłatą - pojedziesz na urlop, który zachwyci twego szefa.
Powrót to ta sama historia, tylko że przeżyta w odwrotnej kolejności. Pełni przeżyć wracamy do domu, z nowym zapasem energii możemy rzucić się w codzienne obowiązki. A może to po prostu radość, że wróciliśmy.
Zanim ruszymy w świat w poszukiwaniu turystycznych atrakcji, warto byśmy zadali sobie pytanie - po co do m o j e g o miasta przyjeżdżają turyści. Ostatnio we Francji - a jakże - zapytałem Francuza, dlaczego nie powiedział mi, że w jego mieście jest piękne arboretum? Był trochę zdziwiony. Powiedział, że wie, co jest za żywopłotem, był tam jako dziecko. Jeden raz. Sensowne poznawanie świata zacznijmy od wypraw na sąsiednią ulicę. Sensowne poznawanie historii i jej pomników rozpocznijmy w bibliotece.
Czy konkluzja jest taka, że urlop nie ma sensu? Nie. Dbajmy o spędzanie tego czasu w sposób rzeczywiście gwarantujący odpoczynek. Każdy ma trochę inne potrzeby i kierujmy się tymi potrzebami, a nie modą. Jeden człowiek chce siedzieć w lesie i nikogo nie spotykać. Inny chce przetańczyć urlop w dyskotece. Jeszcze ktoś chce oglądać obrazy. Ktoś inny chce kupić wódkę i codziennie się upijać. Urlop to czas własny, osobista przyjemność. Wielu ludzi powinno zrezygnować z urlopu, ponieważ nie potrafią z tego dobra korzystać. Urlop możesz mieć codziennie. Każdego dnia możemy dostarczyć sobie wypoczynku, który jest dobrym zakończeniem dnia. Na kwadrans przestań obsługiwać swoje kompleksy. Nic nie rób. Oddychaj spokojnie i ciesz się doświadczaniem swego zmęczonego ciała. Wtedy właśnie wypoczywasz. Jeżeli pracujesz w ruchu - zmień formę ruchu lub poleż spokojnie. Jeżeli pracujesz przy biurku - idź na spacer. Odpoczywając ogranicz napływ informacji z zewnątrz. Jednak jeśli spotkanie ze sobą szczególnie cię brzydzi - włącz telewizor. Rób to, co umiesz najlepiej.
Jeżeli jesteś mistrzem, to się nie męczysz.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|