|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Lipiec-Sierpień
Ryzyko zawodowe? A co to jest?
|
|
To tytułowe pytanie można często usłyszeć, gdy rozmowa schodzi na temat ryzyka zawodowego, o którym traktuje Art. 226 K.P.: "Pracodawca jest obowiązany informować pracowników o ryzyku zawodowym, które wiąże się z wykonywaną pracą, oraz o zasadach ochrony przed zagrożeniami". Przepisy wykonawcze do Kodeksu Pracy traktują jeszcze o obowiązku dokumentowania ryzyka zawodowego. Oczywiście, w ślad za powstaniem obowiązku udokumentowania ryzyka "na papierze" wymyślono parę metod oceny ryzyka, wzory stosownych dokumentów, procedury zapoznawania pracowników z tymi dokumentami, a także sposoby "kwitowania" przyjęcia do wiadomości. Cały problem polega na tym, że pracodawca często zleca opracowanie stosownych dokumentów, pracownicy kwitują fakt zapoznania się z nimi i… dalej nie wiadomo, o co chodzi.
|
Moim zdaniem intencją ustawodawcy było doprowadzenie do tego, aby pracodawca przed dopuszczeniem nowego pracownika do pracy w sposób możliwie przystępny zapoznał go z zakresem czynności, które będzie wykonywał i jednocześnie uświadomił mu, że wykonanie tych czynności może pociągnąć za sobą pewne następstwa niekorzystne dla jego zdrowia. Do pracownika - zresztą do pracodawcy również - nie przemawia to, że na danym stanowisku jest piąta czy szósta kategoria ryzyka, ale przemawia np. fakt, że wskutek ciągłego wdychania pyłów, których stężenie przekracza wartość NDS, pracownik może zachorować na chorobę zawodową, a skutki tego będą nieodwracalne.
Podstawą rzetelnego zapoznania pracownika z ryzykiem zawodowym jest dokładne i przystępne opisanie wykonywanych czynności, z jednoczesnym pokazaniem, jak należy je prawidłowo wykonywać. Jeżeli np. powiedziane jest, że po godzinie pracy przy komputerze należy zastosować przerwę lub przejść do innych czynności, to nie oznacza to, że pracownik może w zamian pracować non stop i wcześniej iść do domu. Trzeba mieć świadomość, że praca ciągła w krótszym wymiarze niesie inne skutki niż praca nieco dłuższa z zastosowaniem przerw.
Klasycznym przykładem rozmijania się praktyki ze zdroworozsądkowym podejściem do ponoszonego ryzyka zawodowego jest praca kierowców. Jest pewnym, że wiedzą oni, jakie ryzyko (nie tylko osobiste) niesie prowadzenie autokaru bez przerw z Warszawy do Madrytu, nawet, jeżeli zmiennik odsypia "szychtę" wciśnięty w zakamarek. Jednak obie strony, tj. przewoźnicy i kierowcy, wiedzą i akceptują praktykę wymiany tarcz tachografów przed granicą, aby przed policją krajów zachodnich wykazać mniejszy czas pracy. Walka o klienta poprzez obniżkę kosztów doprowadziła do tego, że zapis przywołanego na wstępie Art. 226 K.P. jest martwy - niestety, tak samo, jak ofiary pozostawione na poboczach dróg. Niby zasada ochrony przed zagrożeniem, któremu na imię "zaśnięcie za kierownicą" jest prosta - kierowca winien wyspać się w wygodnym hotelowym łóżku. Przecież to takie oczywiste, że nawet nowy, luksusowy autokar z wszelkimi udogodnieniami i w pełni sprawny technicznie zjedzie z drogi, mimo że prowadzi go kierowca trzeźwy i zapoznany z ryzykiem zawodowym, jeżeli ten kierowca zaśnie za kierownicą.
W polskiej rzeczywistości produkowanie kolejnych dokumentów sprowadza na pracodawców i samych twórców wszelkiego rodzaju przepisów stan błogiego spokoju i dobrego samopoczucia. A przecież zapoznanie pracownika z ryzykiem zawodowym i środkami ochrony nie jest równoznaczne z zapewnieniem mu bezpieczeństwa pracy. Wskazuje na to powyższy przykład.
Kontrole prowadzone przez organy zobowiązane do sprawowania nadzoru nad warunkami pracy często sprowadzają się do egzekwowania od właściciela zakładu pracy określonych dokumentów potwierdzających spełnienie takiego czy innego wymogu formalnego, bez oglądania się na jego praktyczne zastosowanie. Ostatnio wizytator "bardzo ważnej inspekcji" z uporem godnym lepszej sprawy domagał się od pracodawcy udokumentowania ryzyka zawodowego w trybie "na wczoraj". Zupełnie nie interesowało go, że w tzw. międzyczasie pracodawca przeniósł zakład pracy w nowe miejsce, gdzie warunki pracy są o niebo lepsze niż w starym miejscu, co do którego nałożył obowiązek opracowania ryzyka. Oczywiście ryzyko zostanie udokumentowane w terminie i zgodnie z zasadami sztuki. Tylko co z odpowiedzią na pytanie: "Ryzyko zawodowe? A co to jest?"
Dla mnie odpowiedź jest prosta. Ryzyko zawodowe jest to zespół zagrożeń, z którymi spotykamy się w miejscu pracy, które należy likwidować lub zmniejszać do minimum. Trzeba jednak wiedzieć, że ważniejszym od opracowania kart ryzyka jest na przykład to, jak pracownik wyspał się przed pracą. Brak opracowania nie zniesie autobusu z drogi, w przeciwieństwie do braku snu.
Ot, taka przewrotna hierarchia wartości.
Piotr Paszkowski
specjalista do spraw BHP
|
|
|
|