|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Listopad
K 2004 Düsseldorf. Targi tworzyw sztucznych i gumy
|
|
Na targi „K” przyjechałem dzień wcześniej i pierwszy spacer targowy mogłem odbyć już we wtorek: wszędzie szalony ruch, montaż stoisk i pozorny „targowy bałagan”. Wiedziałem, że na środę rano wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, choć wydawało się to mało realne. W oczy rzucały się największe stoiska firm niemieckich: wszystko uporządkowane, widziałem najwyżej jakieś czynności kosmetyczne. Ale nie jest to wynik jedynie dobrej organizacji tychże firm i „bałaganiarstwa” pozostałych wystawców. Wieść niesie, że organizatorzy umożliwiają swym krajanom wcześniejszą zabudowę, dając im więcej czasu i preferencyjne stawki na wynajem dźwigów, wózków widłowych itp. Zważywszy rozmiary największych stoisk wcale mnie takie podejście nie dziwi...
|
I oto pierwszy poranek targowy i pierwsza niespodzianka – na stacji Bahnhof Düsseldorf wsiadamy do metra U78, by po paru przystankach nasz „pociąg” okazał się tradycyjnym tramwajem dowożącym gości bezpośrednio do targowego Wejścia Północnego. Dotychczasowy zwykły przystanek został czasowo zastąpiony nowoczesną, lekką „Areną” – konstrukcją z aluminium i szkła, skąd już tylko parę kroków do hallu wejściowego. Warto dodać, że i organizatorzy targów, i władze miasta zachęcają do korzystania z tej formy transportu, w związku z czym bilet targowy (cena 50 euro za dzień lub 120 euro za trzy dni) upoważnia nie tylko do przejazdu tramwajem/metrem, ale również do korzystania z pociągów regionalnych VRR i VRS. Zważywszy poranny ruch samochodowy trzeba przyznać, że było to rozwiązanie bardzo wygodne dla wielu wystawców i gości targowych. Osobiście tak dojeżdżałem, ale ponieważ mieszkałem w północnej części Zagłębia Ruhry, było mi wygodniej korzystać ze stacji Flughafen (lotnisko), tam wsiadać w napowietrzny tramwaj bezzałogowy, by po dziesięciu minutach jazdy przesiąść się na autobus jadący bezpośrednio na targi (tzw. shuttle bus). Ciekawostką wartą zauważenia była możliwość mieszkania we własnym „kamperze”, który można było ustawić w wydzielonym dla tego celu miejscu na okolicznych parkingach targowych. Ta forma zamieszkiwania na targach niekoniecznie związana jest z oszczędzaniem pieniędzy – jest to raczej dość praktyczny sposób rozwiązania problemu ze znalezieniem hotelu, jeśli nie zrobiło się tego odpowiednio wcześniej. Zważywszy, jak luksusowe są te przyczepy lub „samochody-mieszkania”, jest to też dla wielu określony styl mieszkania poza domem.
Co do targów, to pierwsza uwaga związana jest z długością ich trwania. Zważywszy, że po majowych targach drupa była to dla mnie już druga niemiecka impreza targowa w tym roku, miałem obawy, czy pobyt do końca nie będzie zbyt męczący, a nawet nudny. Jednak okazało się, że osiem dni targowych, przy pełnym „zabukowaniu” miejsc przez 2914 wystawców (2872 w 2001 roku) to nie za dużo, by wszystko prześledzić. Z drugiej strony słyszy się, że podobne targi w Mediolanie trwają od wtorku do piątku (jak u nas w Poznaniu lub Kielcach) i trzeba zdążyć zobaczyć wszystko co ważne w ciągu czterech dni.
Druga uwaga, już wyłącznie pozytywna, to stwierdzenie z satysfakcją, że podobnie jak na drupie, nie było problemów z darmowym dostępem do internetu. W pawilonach numer 7 (blisko wejścia północnego) i numer 3 były dwie „kafejki” zwane „Internet Lounge”, ponadto kilka stanowisk z komputerami było dostępnych w „salonie międzynarodowym”. Oczywiście, nie mówię o profesjonalnym centrum prasowym, w którym można było w spokoju pracować. A co do samego Internetu – żyjemy w dobie rewolucji elektronicznej, którą nauczyliśmy się przyjmować jako coś naturalnego. Chciałoby się mieć internet na każdym stoisku i okazuje się, że i to było możliwe, gdyż można było wykupić specjalną kartę i korzystać z własnych laptopów. Ciekawe, kiedy ten standard komunikacji zapewnią organizatorzy naszych targów... Z drugiej strony może okazać się, że nie będzie specjalnej potrzeby stosowania takiego rozwiązania, gdy internet wykorzystujący telefony komórkowe stanie się szybszy i tańszy.
Trzecia reakcja człowieka postronnego i laika, to zauważalna potrzeba łączenia piękna z funkcjonalnością oferowanych urządzeń, maszyn czy całych linii. Nawet coś tak banalnego, jak platforma linii do rozdmuchu folii może okazać się dziełem zawodowego projektanta (architekta, stylisty?). Złośliwi mówili: „ale to już było”... Mnie takie łączenie funkcjonalności z pięknem bardzo odpowiada.
No i chyba ostatnia, już czwarta uwaga. Wydawałoby się, że na targach inwestycyjnych odbywają się tylko z góry ustalone, nudne spotkania biznesowe i nie ma co zaprzątać sobie głowy zwracaniem na siebie uwagi. Nic bardziej mylnego: wielkie firmy zadziwiają wielkością i wystrojem swych stoisk, wieczornymi imprezami rozrywkowymi, jednak każda firma myśli też o tym, jak zostać zapamiętaną nawet przez osoby postronne. Często stosowaną metodą jest zatrudnianie kilkuosobowych zespołów muzycznych, grup tanecznych itp. Co by jednak Państwo powiedzieli na sprawdzenie swych sił na minipolu golfowym? Niestety, na targach większość gości mówiła: „nie mam czasu, jest tyle jeszcze do zobaczenia”...
Tyle moich refleksji osobistych.
Wszyscy organizatorzy targów, dbając o autopromocję mają zawsze starannie opracowane statystyki targowe. Przytoczę kilka danych ilustrujących wielkość zjawiska zwanego w skrócie „K” oraz towarzyszące temu pewne tendencje.
Nie ma wątpliwości, że targi „K” to impreza numer jeden w branży tworzyw sztucznych i gumy. Świadczy o tym liczba ponad 230 000 gości, z czego połowę stanowili cudzoziemcy z ponad 100 krajów świata. Trzy lata temu aż 61% gości przyjechało z krajów europejskich. W tym roku ich udział spadł do 59%. Obecnie największą grupę z Azji stanowili mieszkańcy Indii (7300 osób) oraz Iranu (2500). Znacznie więcej niż w 2001 roku było gości z Tajwanu, Chin, Tajlandii i Pakistanu. Nie uległa zmianie liczba gości z USA i Kanady (około 6900 osób), z Ameryki Łacińskiej przyjechało około 8500 osób – głównie z Brazylii i Meksyku. Europę najliczniej reprezentowali Holendrzy (około 10 000), Belgowie, Francuzi, Włosi i Szwajcarzy. Polska najliczniej reprezentowała Europę Środkową i Wschodnią, potem byli Czesi, Węgrzy i Rosjanie.
Z ankiet wypełnianych przez gości targowych wynika, że dwie trzecie z nich było zainteresowanych głównie maszynami i urządzeniami. Zainteresowanie surowcami i wyposażeniem pomocniczym zgłosiło 41%, a 31% przyjechało głównie po to, by zobaczyć półprodukty oraz gotowe części wykonane z tworzyw sztucznych i gumy. 70% gości to „osoby z branży”, 57% określiło siebie jako pracowników od średniego do najwyższego szczebla zarządzania w firmach.
Mimo, że targi „K” to tworzywa i guma, sporo stoisk prezentowało maszyny związane z poligrafią: maszyny do sitodruku i offsetowe do drukowania na kubeczkach i tym podobnych produktach trójwymiarowych, maszyny rotograwiurowe do małych zleceń, fleksograficzne z cylindrem centralnym i silnikami krokowymi (tzw. maszyny gearless), proste maszyny fleksograficzne pracujące w linii z automatami do torebek... Licznie reprezentowani byli producenci urządzeń pomocniczych, jak aktywatory, podglądy druku, urządzenia do montowania form fotopolimerowych, urządzenia do ładowania podłoża ładunkiem elektrostatycznym i jego usuwania...
Bardzo dużo było stoisk firm związanych z produkcją i przetwórstwem tworzyw sztucznych: naj-nowocześniejsze wytłaczarki do folii rozdmuchowych i wylewanych (cast), gdzie bój toczy się o jak najlepszą tolerancję grubości; bobiniarki, maszyny laminujące i automaty do zgrzewania najprzeróżniejszych torebek, woreczków i worków. Rzucała się w oczy liczna reprezentacja producentów maszyn i urządzeń do recyklingu wszelkich odpadów. Oddzielna grupa wystawców to producenci komponentów, zaczynając od prostych urządzeń mechanicznych, po bardzo skomplikowane, skomputeryzowane układy automatyzacji produkcji. Nie wspominam producentów surowców, branży związanej z wtryskarkami i gumą. Celowo nie używam nazw żadnych firm, bo formuła jest prosta – byli wszyscy, którzy albo już się liczą, albo chcą się liczyć. Rozmawiałem z kilkoma firmami debiutującymi na targach – wszyscy odpowiadali podobnie: targi są strasznie drogie i stanowią duże obciążenie dla firm, szczególnie małych, ale celowy jest udział w następnych targach, w 2007 roku.
Targi tej rangi to ogromny wysiłek organizacyjny i finansowy. Stąd zauważało się kilka form promocji łączonej: najbardziej podobało mi się duże, zespołowe stoisko Chorwacji, z biurem podróży i pięknymi plakatami zachęcającymi do spędzania urlopów w tym kraju, tak popularnym w Polsce. Wystawcy z wielu krajów, jak np. Czesi, łączyli swe siły w ramach wspólnych stoisk odpowiednich ministerstw handlu i/lub przemysłu bądź organizacji branżowych lub izb handlowych. Z satysfakcją oglądałem stoiska polskich firm, w tym Targów Kieleckich.
Oprócz spotkań branżowych, seminariów naukowych itp., w hali 6 odbyła się specjalna prezentacja pt.: „Tworzywa sztuczne – pierwszy wybór dla zwycięzców”. Na ponad pięciuset metrach kwadratowych pokazano przykłady zastosowania „plastików” w sporcie i rekreacji. Trudno zliczyć przykłady: bolidy rajdowe i jachty, sprzęt płetwonurków i piłki golfowe, sprzęt narciarski, a nawet wyposażenie sal sportowych i stadionów... Imprezę uświetniali medaliści olimpijscy i paraolimpijczycy....
Tak duże targi to ogromne wyzwanie dla hotelarzy i restauratorów. W targowe wieczory Stare Miasto (Altstadt) dosłownie kipi, w ciągu kilku godzin trzeba przyjąć na kolacji tysiące gości, a by to mogło się stać, musi być zapewniona odpowiednia ilość restauracji, barów, pubów... Nie trzeba znać niemieckiego, by domyślić się, o czym mowa w poniższym cytacie z materiałów promujących Messestadt Düsseldorf: „Über 200 Kneipen gibt es in der Altstadt”...
Tekst i zdjęcia: Kazimierz Laskowicz
|
|
|
|