|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2005
Styczeń
Ostatniego dnia minionego roku „Życie Warszawy” opublikowało artykuł „Szef jak Wielki Brat śledzi swój personel” opatrując go leadem: „Kiedyś wystarczały kamery na korytarzach. Dziś pracodawcy sprawdzają SMS-ami, gdzie znajduje się pracownik. I w dodatku podglądają jego komputer”. Artykuł, zamieszczony także na Onecie, wywołał żywą dyskusję wśród internautów. Większość próbowała zakładać protest przeciwko „inwigilacji” ze strony swoich szefów.
Kontrola w miejscu pracy i w czasie pracy staje się problemem w istotny sposób wpływającym na relację pracownik – pracodawca i pracownik – miejsce pracy. Można wyobrazić sobie kontinuum, w którym kryterium podziału pracowników stanowić będzie indywidualny poziom obrzydzenia do pracy. Przyjmujemy przy tym poprawkę na to, że pracy w jakimś stopniu brzydzi się każdy normalny człowiek – jak wiadomo, praca to chamski sport, a ludzie kulturalni i inteligentni bawią się inaczej. Otóż na jednym krańcu tego wymyślonego kontinuum byłby ktoś, kto skłonny jest powiedzieć, że lubi swoją pracę. Na przeciwnym krańcu stałby ktoś, kto mówi, że woli zdechnąć z głodu, niż pójść jeszcze raz do roboty w miejscu, w którym akurat pracuje. Przesunięcie całego zbioru zatrudnionych w stronę obrzydzenia jest spowodowane (inne czynniki też mają pewien wpływ, ale je tutaj pomijam) przez kontrolę i jej formy.
Kontrola może dotyczyć rozmaitych aspektów pracy. Można kontrolować ilość i jakość pracy, a właściwie – produktów i usług. Można kontrolować czas pracy. Można kontrolować warunki pracy pod względem ergonomiki i bhp, stosunki interpersonalne w zespołach zadaniowych, wszystko. Ważny jest cel kontroli i sposób jej realizacji. Każdy pracownik raczej będzie zadowolony z kontroli, której celem jest dopasowanie miejsca pracy do wzrostu pracownika. Cieszyć będzie również kontrola pomieszczenia, w którym praca jest wykonywana, w której wyniku zostanie ono odpowiednio oświetlone, ogrzane, a powietrze będzie miało odpowiednią wilgotność i orzeźwiający zapach. Z zadowoleniem przyjmiemy kontrolę, dzięki której pracować się będzie z mniejszym wysiłkiem. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś w Polsce uczestniczył w takim cudzie.
|
Kontrola jest potrzebna i nieuchronna. Nikt o zdrowych zmysłach nie sprzeciwia się kontroli procesów technologicznych czy świadczonych usług. Nadzór nad pracownikami jest również konieczny. Przecież zgodnie z regułą minimaksu każdy pracownik chce zarobić jak najwięcej pracując jak najmniej i w jak najkrótszym czasie. W zespołach nie wszyscy pracują dobrze, a nie zawsze zespół sam eliminuje tych źle pracujących. Kontrola pomaga usuwać błędy, optymalizować funkcjonowanie ludzi i procesów. Kiedy pracownicy wyrażają niepokój lub nawet sprzeciw wobec kontroli, to chodzi o zupełnie inne zjawiska niż opisane wcześniej. To nie o samą kontrolę chodzi, ale o wykorzystanie kontroli jako narzędzia upokarzania, przymusu i wyzysku.
Upokorzony jest człowiek, który jest podglądany i podsłuchiwany w pracy – także wówczas, gdy to, co robi, nie ma związku z czynnościami zawodowymi. Upokorzony jest człowiek, który nie ma prawa nie odebrać telefonu od szefa nawet po godzinach pracy – słynna dyspozycyjność. Telefon komórkowy to czasem już nie smycz, ale krótki łańcuch. Dyspozycyjność zmienia się w ubezwłasnowolnienie – szef nie jest moim przełożonym, lecz właścicielem mnie. W warunkach psychologicznego przymusu znajduje się człowiek świadom tego, że kamera notuje każdy jego ruch i że może być ośmieszony publicznie lub w gabinecie szefa.
I magiczne słowo, które wróciło, a nie miało przecież, jak sądzili naiwni idealiści, pojawić się w demokracji. A pojawiło się, bo z ową „demokracją” jest związane immanentnie – wyzysk.
Czy już dostrzegliśmy, że wyzysk jest stałym zjawiskiem w „gospodarce rynkowej”, a świętość gospodarki rynkowej polega także na świętości bezrobocia, czyli na stałej nadwyżce siły roboczej na rynku pracy? Nadwyżka podaży pracy jest utrzymywana po to, by cena pracy była jak najniższa. Kontrola, o której tutaj mówimy, służy właśnie wyzyskowi. Jeżeli przeciw takiej kontroli ludzie będą się buntować, to będą jak kapryśne, nierozważne dzieci. Przecież Polacy chcieli demokracji. Nie można was usprawiedliwiać tym, że nie wiedzieliście, czego chcecie.
Można powiedzieć, że patologie generowane przez nadmierną, wścibską kontrolę przyjmują takie nasilenie w związku z bardzo wysokim bezrobociem. Jeżeli bezrobocie zmniejszy się do poziomu kilkuprocentowego, poczucie upokorzenia i wyzysku również zmniejszy się w jakiejś proporcji, ale nie zniknie nigdy.
Można też powiedzieć i to, że pracownicy poddani kontroli prowadzą pewien rodzaj współzawodnictwa z pracodawcami. Im bardziej poddani kontroli, tym bardziej zainteresowani przechytrzeniem tejże. I nakręca się koło przebiegłości po obu stronach barykady.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|