|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Październik
Dokąd zmierza prawo pracy?
|
|
Uchwalona 27 lipca br. nowelizacja Kodeksu Pracy uradowała niektórych pracodawców. A nie powinna. Jest to kolejny klin wbity pomiędzy sfrustrowanych, coraz mniej licznych zatrudnionych, a obciążonych bezsensownymi i bezzasadnymi kosztami pracodawców.
|
Pierwszy z brzegu przykład to podniesienie progu, którego przekroczenie rodzi obowiązek tworzenia służby bhp, z 10 do 100 zatrudnionych. Czy w zakładzie zatrudniającym np. 60 osób pracodawca sam opracuje dokument określający ryzyko zawodowe dla wszystkich stanowisk, sam zaprowadzi rejestry i karty wyników badań czynników szkodliwych w środowisku pracy, sam będzie kontrolował badania pracownicze itp.? Jak sobie z tym poradzi? Przecież żaden z tych obowiązków nie został z niego zdjęty, a Państwowa Inspekcja Pracy oraz Inspekcja Sanitarna będą nadal, zgodnie z przepisami, egzekwowały powinności. Marginalnym przy tym może wydawać się fakt, że kształceni hurtowo technicy bhp i inni specjaliści zasilą najliczniejszą w Polsce grupę zawodową - bezrobotnych. Oczywiście będą oni świadczyć swoje usługi, ale dorywczo, wzywani w sprawie wydanych nakazów, decyzji i wystąpień pokontrolnych. Nie będą jednak wykonywane działania najistotniejsze - prewencja i stałe monitorowanie warunków pracy.
Szkoda, że „wybrańcy narodu” i specjaliści od demontażu rynku pracy nie wpadli na pomysł konkretnej ulgi finansowej i nie wprowadzili badań profilaktycznych do ogólnej służby zdrowia. Dlaczego niby pracodawca ma ponosić koszty badań lekarskich, skoro pracownicy są obciążeni ubezpieczeniem zdrowotnym? Oczywiście specjalista medycyny pracy winien otrzymać wynagrodzenie za swoją pracę, ale nie od pracodawcy, tylko z Kasy Chorych.
Szczytem arogancji wobec pracownika i podważeniem autorytetu lekarza jest niepłacenie za pierwszy dzień choroby przy zwolnieniach nie przekraczających sześciu dni. Czym różni się choroba dłuższa od krótszej? Czy jedną z nich uznano za oszustwo, za które należy karać niepłaceniem wynagrodzenia za pierwszy dzień? A już argument, że pracownik może sobie na ten dzień wziąć urlop wypoczynkowy, zakrawa na kpinę. Jak to się ma do postanowienia Kodeksu Pracy, że pracownik ma prawo do corocznego, nieprzerwanego urlopu wypoczynkowego? Wypada drogą konsekwencji dodać do tego zapisu zdanie: „pod warunkiem, że jego części nie przeznaczy na pokrycie pierwszych dni chorób krótkookresowych”.
Aż strach pomyśleć, że takie poniżenie pracownika stanowi „prezent” dla pracodawców, którzy „zaoszczędzą” na wypłatach wynagrodzeń za czas choroby. Oczywiście jest to zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę sytuację decydentów. Jeśli zaczynają niedomagać, szczególnie pod koniec kadencji na wysokich stołkach, to już na kilka miesięcy. Ich przepis nie dotknie.
A gdyby tak na przykład zdjąć z pracodawców obowiązek tworzenia funduszu socjalnego lub wypłaty świadczenia urlopowego? Można by w to miejsce wprowadzić fundowane z budżetu państwa bony wypoczynkowe dla całej uczącej się młodzieży w przedziale wiekowym od 6 do 26 lat, bez liczenia, ile zarabiają rodzice. Ot tak, po prostu, każdy młody obywatel miałby zagwarantowany przez państwo miesięczny wypoczynek. Do skorzystania z niego uprawniałby talon wartościowy do realizacji u polskiego organizatora, na terenie kraju. Aż nieprzyzwoicie pomyśleć, ile miejsc pracy przybyłoby w krajowej bazie wypoczynkowej i gastronomii, u przewoźników, np. w zrujnowanych PKP. Problem z zatrudnieniem mieliby tylko fachowcy od dzielenia naszych pieniędzy, ustalania „dochodów na członka”, dotacji, progów, itp.
Niestety, twórcze myślenie nie jest specjalnością naszych decydentów, chyba że dotyczy kolejnych haraczy podatkowych w stylu podatku od odsetek od lokat kapitałowych, winietek za jazdę po szosach itp. Nowelizacja Kodeksu Pracy to kolejny przypadek „mydlenia oczu” publiczności: „Reformujemy prawo pracy, aby wzrosło zatrudnienie”. Nie wzrośnie! Wzrośnie tylko w przypadku zmniejszenia obciążeń podatkowych i wzrostu dochodów ludności przeznaczonych na konsumpcję na rynku wewnętrznym. Nowelizacja ta to produkt na miarę zapisów dotyczących równego traktowania kobiet i mężczyzn, do których wcześniej się odniosłem. Z tej nowelizacji o równouprawnieniu egzekwowany jest przez PIP tylko zapis art. 941 K.P. zobowiązujący pracodawców do udostępniania pracownikom tekstu przepisów dotyczących równego traktowania kobiet i mężczyzn w zatrudnieniu. No i pracodawcy udostępniają równo przepisy - nie miejsca pracy!
Piotr Paszkowski
|
|
|
|