|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2005
Grudzień
W tym miesiącu miało być o Świętach, o tym szczególnym czasie, w którym panuje atmosfera pojednania i wzajemnej życzliwości. Napisałem o możliwościach, jakie istnieją w ramach funduszu socjalnego, z którego pracodawcy mogą wspomóc swoich podwładnych, szczególnie tych mniej zamożnych, aby Święta były w miarę dostatnie. Odkładam jednak ten miły temat do szuflady, bo zdarzyło się coś, co, w moim odczuciu, odsunęło, przynajmniej na czas pewien, bożonarodzeniową euforię.
Prezydent, prezydent wszystkich Polaków, jak zwykł siebie nazywać Aleksander Kwaśniewski, postanowił zrobić świąteczny prezent swoim partyjnym kolegom. Na odchodnem odsłonił swoje oblicze i jednym ruchem unicestwił cały dorobek swojej prezydentury. Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie pojąć, co skłoniło „Aleksandra Wszystkich Polaków” do podjęcia decyzji o rozpoczęciu procesu ułaskawienia pana Zbigniewa Sobotki, byłego wiceministra spraw wewnętrznych, który prawomocnym wyrokiem niezawisłych sądów został skazany za narażenie życia policjantów uczestniczących w zwalczaniu tzw. „mafii starachowickiej”. Z kalendarza politycznego logicznie wynika prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że aktualny minister sprawiedliwości z nadania PiS-u, Zbigniew Ziobro, tak pokieruje procedurami, aby wniosek wrócił już do nowego prezydenta, a ten, jak wiadomo, z łaskawości nie słynie, wręcz przeciwnie.
Prawo łaski należy do przywilejów głów państw w większości demokratycznych krajów. Wynika to z tradycji i służy podkreśleniu wyjątkowości urzędu, który winien być otoczony szacunkiem i pełnym zaufaniem. Prezydent Kwaśniewski, zresztą jak i jego poprzednik na urzędzie, po wielokroć korzystał z tego przywileju i w zasadzie nigdy nie budziło to większych emocji.
|
Ktoś może powiedzieć, że nie ma o co kruszyć kopii, bo wyrok zasądzony panu Sobotce jest niewysoki, a i wyrokujące sądy opierały się na „łańcuchu poszlak”, a nie dowodach bezpośrednich. Jednak nie o wysokość wyroku tu idzie, ale o charakter sprawy, w której zapadł. Były wiceminister został skazany za przestępstwo, które narusza fundamenty demokracji i bezpieczeństwa państwa. Będąc wysokim urzędnikiem MSW, „sprzedał” w sposób pośredni czy bezpośredni swoich podwładnych – policjantów uczestniczących w akcji przeciwko bezwzględnym bandytom. Człowiek, który z racji urzędu winien chronić życie i zdrowie powierzonych sobie ludzi, splamił swój honor w imię „kumpelskiej” solidarności.
„Sprawa starachowicka” odchodziła już do przeszłości, zapadł wyrok i w zasadzie, biorąc pod uwagę polskie standardy, można by przejść nad nią do porządku dziennego (a może raczej: do codziennego nieporządku na szczytach władzy). I właśnie w takim momencie obywatele, którzy emocjonowali się błahymi sprawami: a to „becikowym”, a to „paradami równości i nierówności”, które odbywały się zupełnie niezależnie od tego, czy były legalne, czy też nie, zobaczyli „gest prezydenta” chyba bardziej wymowny od moskiewskiego „gestu Kozakiewicza”.
Chociaż osobiście nie głosowałem na prezydenta Kwaśniewskiego, to w zasadzie nie mogłem mu odmówić politycznej dojrzałości, zdolności dyplomatycznej i elokwencji. Nikt też nie zaprzeczy, że Aleksander wraz z małżonką stanowili parę prezydencką, której nie musieliśmy się wstydzić. W głowie się nie mieści, że prezydent państwa, pretendujący, nie bez szans, do funkcji sekretarza generalnego ONZ, wdaje się w tak „szemrane” ułaskawienie i na dokładkę chce ułaskawić drugiego swojego ministra, Ryszarda Kalisza, „umoczonego” w sprawę o zniesławienie.
Urząd prezydencki został wykorzystany do wybawienia z opresji osób, które sprzeniewierzyły się powadze władzy, jaką sprawowały. W przypadku pana Sobotki nie tylko o powagę urzędu tu idzie, ale o pewność, że bezpieczeństwo ludzi stojących na straży naszego bezpieczeństwa będzie chronione w dwójnasób. Każde odstępstwo od tej zasady godzi w demokratyczny ład państwa i jest sygnałem, że macki przestępcze sięgają już wysoko – zbyt wysoko!
Osobiście myślałem, że przedświąteczne przekazanie władzy na najwyższym urzędzie, choć mają stanąć naprzeciw siebie ludzie z innych światów, odbędzie się w atmosferze powagi, wzajemnego szacunku i z zachowaniem dobrych obyczajów. Niestety, odchodzący prezydent popełnił czyn, którego przynajmniej powinien się wstydzić. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak zdoła podziękować narodowi, którym przyszło mu przez dziesięć lat kierować, jak spojrzy ludziom w oczy wiedząc, że zrobił coś, czego nigdy zrobić nie powinien.
Pewna część społeczeństwa, ta poszukująca świeckiego autorytetu, widziała go w urzędującym prezydencie. Dłużnikiem tych właśnie ludzi pozostanie Aleksander Kwaśniewski i im przede wszystkim jest winien odpowiedź na pytanie: dlaczego i w imię czego Pan to zrobił?
Piotr Paszkowski
|
|
|
|