|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2006
Maj
Sitodrukarze muszą być nowocześni
|
Rozmowa z Jackiem Stenclem, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Sitodruku i Druku Cyfrowego, właścicielem firmy Pasja
„Świat DRUKU”: Panie Prezesie, spotykamy się przy okazji jednej z najważniejszych dla naszej branży tegorocznych imprez, targów Euro-Reklama, podczas których prowadzone przez Pana Stowarzyszenie zorganizowało konferencję „Sitodruk i druk cyfrowy – razem czy osobno?” Proszę powiedzieć, czy konferencja ta (relacja z konferencji ukaże się w kolejnym, czerwcowym numerze „ŚD” – przyp. red.) ma być elementem strategii przekonywania tradycyjnych sitodrukarzy, że sitodruk i druk cyfrowy to dobre połączenie? Co różni, a co zbliża do siebie te dwie techniki druku? Jak ocenia Pan z dystansu roku połączenie „cyfry” i „sita”?
Jacek Stencel: Przede wszystkim muszę wyrazić swe zadowolenie z zakończonej właśnie konferencji. Od jej uczestników wysłuchałem wiele pochlebnych opinii. Obawiałem się trochę, że program przez swą obszerność może nużyć słuchaczy, ale prelegenci zapewnili wysoki poziom merytoryczny wykładów, padły ciekawe spostrzeżenia, zaprezentowano różne punkty widzenia. Jeśli chodzi o sprawę dalszego współistnienia sitodruku z drukiem cyfrowym, wykłady udowodniły, że trudno mówić o dystansowaniu się wobec siebie obu komplementarnych w jakimś stopniu technologii. Praktyka pokazuje, że pełną kreację obrazu można uzyskać tylko przy połączeniu wielu technik. Konferencja zdecydowanie udzieliła zatem odpowiedzi, iż technologie te winny istnieć i być postrzegane razem, nie zaś osobno. Tak naprawdę, klienta nie interesuje to, w jaki sposób uzyskujemy obraz, klient chce tylko mieć porządnie wykonane zlecenie. Dobór technik pozostawia poligrafowi, sam nie musi się na tym znać. Liczy się efekt końcowy, a nie prowadząca do niego droga. Myślę, że należy wreszcie skończyć dywagacje, czy sitodruk umrze, czy „cyfra” go wyprze. Obie technologie rozwijają się niezwykle dynamicznie.
|
Sitodruk przeżywa obecnie swój renesans, zajmuje zupełnie nowe rejony, a wydatnie w tej ekspansji pomaga internet. Obie technologie ukierunkowane są na inne zastosowania.
Mam wrażenie, że kontrowersje dotyczące sitodruku i druku cyfrowego powstały w wyniku działań marketingowych, po to żeby wprowadzić pewien element gry. Firma Pasja, której jestem właścicielem, zajmuje się zarówno sitodrukiem, jak i nowymi technologiami druku. Z powodzeniem wykorzystujemy techniki druku cyfrowego, dzięki którym możemy pełniej reagować na konkretne potrzeby klienta. Inwestycje w Pasji idą w obu kierunkach; nie zaniedbujemy sitodruku zachłystując się technikami cyfrowymi. Barierą dla rozwoju druku jest tylko wyobraźnia i kreatywność oraz to, czy firma potrafi znaleźć dla tych technologii zastosowanie. Nasz kalendarz na rok 2006, który Państwo widzieli, posłużył zobrazowaniu części możliwości, jakie daje wykorzystanie obu tych technik. Również nasze stoisko targowe zostało wykonane dzięki połączeniu rezultatów druku cyfrowego i sitodruku. Powracając do nieszczęsnych dywagacji o zagrożeniach dla sitodruku ze strony druku cyfrowego, nasuwa mi się pewna analogia. To tak, jakby mówić, że druk heatsetowy wyprze offset arkuszowy. Powtarzam zatem: sitodruk i druk cyfrowy winne być postrzegane jako partnerzy.
ŚD: Technologie cyfrowe i internet niewątpliwie przyspieszają proces prepressu. Czy dostrzega Pan szersze zastosowanie komputeryzacji i technik cyfrowych w produkcyjnym procesie sitodrukowym?
J.S.: Tak, niewątpliwie. Przykładem tego jest cała gama sprzętu pomocniczego, oprogramowania oraz wyposażenia usprawniającego życie drukarzom i wydatnie przyspieszającego proces produkcji. Mam tu na myśli chociażby urządzenia Computer-to-Screen, pomijające proces wytwarzania filmów. Ta analogiczna wobec offsetowego CtP technologia ma znaczenie zwłaszcza przy realizacjach prac na dużych formatach, przy produkcji flag, banerów, parasoli, a także w zastosowaniach przemysłowych.
ŚD: Ile firm polskich sitodrukowych jest wyposażonych w urządzenia Computer-to-Screen? Czy Stowarzyszenie dysponuje takimi danymi?
J.S.: Z tego co mi wiadomo, w tej chwili w Polsce zainstalowano cztery takie urządzenia. To jeszcze oczywiście niewiele, ale istotną barierą jest cena. Ponadto urządzenia CtS nie wszędzie jeszcze da się zastosować. Barierę dla niektórych, wysublimowanych zastosowań sitodrukowych stanowi też sama technologia. Przykładowo: obecnie urządzenia CtS są w stanie wygenerować liniaturę do 90 linii na cal. Wyższej niż dotychczasowa liniatury oczekują np. firmy zajmujące się drukiem kalkomanii na porcelanie. Pasja jeszcze nie zdecydowała się na zakup takiego urządzenia, ale tylko dlatego, że my też mamy wyższe wymagania w stosunku do technologii, drukujemy bowiem z liniaturą 130–150 lpi. Ale bądźmy szczerzy, przy pracy w wielkim formacie aż tak wysoka liniatura nie jest konieczna. Firmy z tego sektora docenią natomiast z pewnością brak konieczności montowania filmów i ich przechowywania.
ŚD: Czy według Pana, rynek pójdzie właśnie w kierunku technologii CtS?
J.S.: Bezwzględnie tak. Prędkość i elastyczność oferowane przez tę technologię są parametrami nieodzownymi w dzisiejszej poligrafii. Z kolei popularność tych urządzeń wymusi spadek ich ceny, a więc zwiększenie dostępności. Jeden z prelegentów konferencji, Thomas Schweizer, reprezentujący firmę Lűscher i prezentujący urządzenie Jet Screen, omawiając tę technologię potwierdza, że do takich wniosków skłaniają analizy firm wytwarzających urządzenia CtS. Przypomnijmy sobie sytuację sprzed kilku lat, kiedy to firmy reprograficzne inwestowały w naświetlarki CtP, dostrzegając rozwijający się rynek usług CtP. Tymczasem wcale nie tak długi czas pokazał, że obecnie większość drukarń ma własne naświetlarki CtP. Kupiono je, bo jeśli ktoś chce się liczyć na rynku, to musi mieć takie urządzenia. Myślę, że podobną drogę rozwojową przejdzie CtS. Stowarzyszenie obserwuje znaczny wzrost zamówień na różnego rodzaju urządzenia do sitodruku, być może, już niebawem doczekamy się kolejnych instalacji systemów CtS.
ŚD: Proszę powiedzieć, jak się układa współpraca wewnątrz Stowarzyszenia, a jak z Fespą? Czy członkowie Stowarzyszenia podejmują wspólne inicjatywy? Wiem, że planowany był wspólny wyjazd na targi Fespa do Amsterdamu. Jak ta sprawa wygląda na dwa tygodnie przed targami?
J.S.: Przy ostrożnych szacunkach przyjąć można, że na kilka tysięcy istniejących na rynku polskim firm parających się sitodrukiem i drukiem cyfrowym, w Stowarzyszeniu aktywnie funkcjonuje około 50 osób. To niewiele, jak mogłoby się wydawać, ale pracujemy nad zwiększeniem popularności Stowarzyszenia i rozwojem współpracy pomiędzy jego członkami. Chcemy rozwiać wszelkie obawy co do potrzeby wymiany doświadczeń. Żywym dowodem współpracy jest fakt, że na targowym stoisku Stowarzyszenia prezentowało się wspólnie kilka firm i nie odczuliśmy niezdrowego konkurowania pomiędzy nimi. Ludzie rozmawiają ze sobą, wymieniają doświadczenia, dzielą się informacjami na temat sprzedaży konkretnych materiałów, często uzupełniają swoją ofertę. Jestem dumny z tego, że udało się stworzyć taką atmosferę i pokazać, że można normalnie ze sobą rozmawiać i przebywać, na co dzień będąc dla siebie „konkurencją”. Bardzo mnie cieszy dobra targowa współpraca i atmosfera.
Nie udało się niestety zorganizować wspólnego wyjazdu na Fespę. Oczywiście nasi członkowie odwiedzą te targi i będą zawsze mile powitani na stoisku Fespy. Wciąż jeszcze mało ludzi wie, jak bardzo Stowarzyszenie się ostatnio zmieniło, ale mam nadzieję, że po tej konferencji i targach świadomość środowiska wzrośnie. Wierzę, że na następne targi Fespa do Berlina pojedziemy w 2007 roku już szerszą reprezentacją. Sama Fespa jest organizacją bardzo przyjazną, wspiera nasze projekty. Wydatnie pomaga naszemu Stowarzyszeniu w pracy, mamy z tymi ludźmi i samą organizacją bardzo dobre relacje. O ludziach tworzących Fespę mówi się „The Fespa Family” i ta nazwa pasuje. Moje kontakty z tą organizacją jako prezesa Stowarzyszenia trwają krótko, ale powiem, że życzyłbym wszystkim, żeby zyskali tylu znakomitych przyjaciół w tak krótkim czasie.
ŚD: Czy przewiduje Pan duże zainteresowanie systemem e-learning, internetowym kursem sitodruku opracowanym przez Fespę, a promowanym przez Stowarzyszenie?
J.S.: Polskie Stowarzyszenie jest pierwszym członkiem Fespy w Europie, któremu udzielono zgody na przetłumaczenie kursu na język ojczysty. Obecnie są już przełożone trzy lekcje, w ciągu sześciu tygodni skomplikowany proces tłumaczenia powinien zostać zakończony. Praca jest ogromna, kurs jest niezwykle rozbudowany i zawiera mnóstwo specjalistycznego słownictwa. Już teraz wiele osób dzwoni do Stowarzyszenia zgłaszając, że brakuje im źródeł podstawowych informacji na temat sitodruku. Nie ma książek, podręczników. My chcemy dotrzeć także do ludzi młodych, a internet jest niezwykle popularny i dostępny niemal dla wszystkich. Kiedy zapoznałem się z inicjatywą powstania takiego kursu, zrobiłem wszystko, żeby można było ten system zaimplementować w Polsce. Chcę podkreślić, że my, Polacy, zdołaliśmy przygotować wymagane przez Fespę materiały jako pierwsi. Stąd kurs dostępny będzie najpierw po polsku, a dopiero potem tłumaczony na inne języki, takie jak skandynawskie czy francuski. Gorąco zachęcam do skorzystania z tego kursu. Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że na początku w kursie weźmie udział około stu osób. Początkującym w sitodruku kurs ten umożliwia uzyskanie koniecznych informacji, zaś weteranom sitodruku – usystematyzowanie wiedzy. Zachęcam szczególnie do tej inicjatywy szkoły poligraficzne.
Sitodruk w Polsce opiera się, jak do tej pory, głównie na „szkole życia”, a to, jak mówiłem, z powodu braku podręczników. Myślimy ponadto o pozyskaniu środków finansowych na szkolenia ludzi, którzy szukają nowego zawodu. Być może pozwoliłoby to zmniejszyć trochę trawiące nasz kraj bezrobocie. Zamierzamy tym projektem zainteresować powiatowe Urzędy Pracy. Chcę zorganizować także kurs praktyczny, warsztaty kończące się uzyskaniem certyfikatu dla absolwentów internetowego kursu teoretycznego.
ŚD: Kończąc już naszą rozmowę, chcę prosić Pana o udzielenie kilku rad dla ludzi otwierających własne firmy poligraficzne, w tym i sitodrukowe.
J.S.: Najważniejsza moja rada: nie wahać się, pracować i doskonalić rzemiosło! Nie warto zniechęcać się pojawiającymi się problemami – należy je pokonywać. Rynek pokazał, że mimo wcześniejszych proroctw świetnie rozwijają się malutkie, rodzinne firmy sitodrukarskie. Chociażby dzięki internetowi mogą one sprzedawać koszulki, gadżety itp. Również firmy większe, a nawet giganci naszego sektora bardzo dynamicznie się rozwijają i inwestują. Liczy się pomysł, a nie skala firmy – ta pozostaje tylko sprawą dobrej organizacji i logistyki. Trzeba koniecznie poszukiwać informacji i… zapisać się do Stowarzyszenia. Nie da się ukryć, że istnieje spora konkurencja, ale powiem tak: trzeba pracować z pasją (sic!).
ŚD: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiała Natalia Lemann
|
|
|
|