|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2006
Maj
„Rozwój techniki nie jest zbiorem przypadkowych odkryć i wynalazków, ale logicznym ciągiem ludzkich dążeń do lepszego życia” (motto portalu http://www.niutech.niuzz.com/ – nowe technologie, Internet, multimedia, oprogramowanie, sprzęt, telekomunikacja; technologie w służbie człowiekowi)
Baba tka płótno. Przez miesiąc przędła nici. Teraz pieczołowicie przekłada wątek przez osnowę. I tak wiele razy, aż powstanie metr płótna. Na wykonanie tej pracy potrzebuje dwóch dni, mimo że siedzi przy warsztacie od świtu do zmroku. Później nastaje postęp techniczny: podobna baba przekręca włącznik i maszyna robi sto metrów płótna w godzinę. Czemu więc baba nie przychodzi do pracy raz na rok na godzinę, tylko pracuje na tkalni codziennie po osiem godzin, przez ponad dwieście pięćdziesiąt dni w roku?
Dawniej mistrz papiernictwa potrafił zrobić w ciągu dnia dziesięć arkuszy papieru o powierzchni trzech metrów kwadratowych. Papier był gruby, ciężki, łamał się przy składaniu. Współczesny mistrz papiernictwa produkuje w ciągu godziny hektar dobrego, trwałego papieru o niezwykłej białości. Dlaczego nie pracuje dwa dni w roku?
Wytworzenie zeszytu czy książki, którą trzymasz w ręku, zajęłoby jeszcze dwieście lat temu pół roku, a teraz tylko dwa dni. Dlaczego więc drukarnia nie pracuje pół godziny w tygodniu, lecz przez dwadzieścia cztery godziny na dobę?
Utopie przewidywały, że w miarę postępu technicznego będzie zwiększał się wymiar czasu wolnego, ponieważ rozwój uzbrojenia technicznego uwolni człowieka od konieczności wielogodzinnej pracy. Jednak tak się nie stało. Rozwój technicznych środków pracy sobie, a czas pracy sobie. Wręcz odwrotnie. W miarę postępu technicznego zwiększa się potrzeba społecznej dyscypliny pracy i ostatecznie nie ma takich, którzy nie pracują. Praca staje się powszechną koniecznością, wręcz dobrem, a czas poza pracą nie jest odpoczynkiem po prostu, ale odpoczynkiem wartym tyle, że przygotowującym człowieka do pracy dnia następnego. Reżim pracy objął wszystkie dziedziny życia w ten sposób, że miliony rodzin na świecie żyją w rytmie wyznaczanym przez czas pracy. Niedzielny odpoczynek istnieje dlatego, że w tym czasie fabryki są zamknięte, ale nie ze względu na to, że ludzie cenią sobie niedzielne spacery, ale na to, że przemęczony pracownik jest mniej wart. Oczywiście nie dotyczy to fabryk pracujących w ruchu ciągłym. Po prostu nie opłaca się co tydzień rozpalać pieca martenowskiego w hucie czy pozbawić opieki chorych w szpitalu. Stal nie może być tak droga, a martwi pacjenci są bezwartościowi jako konsumenci. Porównanie huty i szpitala wydać się może szokujące, jednak z punktu widzenia logiki gospodarki oczywiste, ponieważ obie fabryki produkują elementy tworzące system produkcji, huta – surowiec niezbędny do wytwarzania wielu (zbędnych) produktów, szpital – ludzi zdolnych do dalszej konsumpcji. Stal jest warta tyle, ile wynika z gry podaży i popytu, człowiek tyle, ile konsumuje.
|
Wydawało się, złudnie, że im większe będzie nasycenie pracy techniką, tym więcej czasu wolnego od pracy. Trzeba jednak to optymistyczne oczekiwanie skorygować uwzględniając ciągle wzrastający popyt. Istnieją bowiem dwa przeciwbieżne porządki. Z jednej strony procesy produkcji stają się, dzięki technice, coraz wydajniejsze. Z drugiej strony presja popytu wymusza coraz większą produkcję, przez co powstają nowe standardy wydajności. Baba, która tka sto metrów płótna na godzinę, jest w takiej samej, a nawet gorszej sytuacji niż ta, która tkała pół metra płótna dziennie. Żadna innowacja techniczna nie ma bezpośredniego wpływu na obciążenie człowieka pracą, powoduje natomiast zwiększenie wymogów wydajności. W globalnej gospodarce występuje zjawisko akceleracji wydajności, związane z wyścigiem technologicznym. Ten, kto ma mniejsze możliwości techniczne, kompensuje je zwiększonym udziałem pracy ludzkiej. A ten, kto ma większe możliwości techniczne i jednocześnie zmaksymalizuje udział pracy ludzkiej, ma szanse na wygraną w wyścigu na rynku. A ponieważ wiedzą to wszyscy, to cała globalna produkcja opiera się na maksymalizacji produkcyjnej wydajności obu czynników – technicznego i ludzkiego. Optymalizacja procesów produkcji oznacza w istocie takie zrównoważenie czynników produkcji, w którym następuje maksymalizacja wydajności ich wszystkich.
Proces wykluczenia człowieka z procesów produkcji nie jest ukierunkowany na, jak można by w romantycznej frazeologii powiedzieć, ulżenie doli człowieka. Otóż wiadomo, że człowiek to najsłabsze ogniwo w każdej fabryce, więc dążenie do algorytmizacji i automatyzacji produkcji jest ekonomicznie uzasadnione. Nie o popełniane przez człowieka błędy tylko chodzi. Automaty nie biorą zwolnień ani urlopów i nie zakładają związków zawodowych. Wykluczenie człowieka z procesu produkcji spowoduje przesunięcie jego aktywności do innego punktu obiegu gospodarczego, do etapu konsumpcji. Demograficzny wzrost jest proporcjonalny do zdolności produkcyjnych nie dzięki zdolnościom przystosowawczym – to globalny rynek produkuje tylu konsumentów, ilu jest potrzebnych do domknięcia cyklu.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|