|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Styczeń
Okolice kapitałki. Ewolucja kapitałki od Średniowiecza do dziś
|
|
Co można napisać o małej kolorowej tasiemce znajdującej się na granicy grzbietu i brzegu woluminu? Czy w ogóle warto pisać o tym prawie niedostrzegalnym elemencie książki? A jednak okazuje się, że kapitałka – bo o niej tu mowa – ma długą i ciekawą historię. Wcale nie mniej frapującą niż historia oprawy, pisma, ilustracji czy druku.
|
Dzierganka
Górne i dolne zwięzy grzbietu oprawy, czyli nagłównie, obszywano kolorowymi nićmi. Czynili to już introligatorzy w klasztorach u podnóża góry Athos w średniowiecznej Grecji. Zdawali sobie oni sprawę z nieestetycznego ujścia między grzbietem a brzegiem woluminu, dlatego obszywali na okrętkę krańcowe zwięzy (rys. 1). Szyto tak, że nici przechodziły z jednego arkusza wokół sznurka względnie pergaminowego paseczka – do drugiego. Nici sięgały aż do jednego centymetra w głąb składek. W rezultacie powstawał prosty haft, wystający wysoko ponad grzbiet okładki. Uzyskiwano w ten sposób wałeczek z nici nazywany dzierganką. Dzierganka wzmacniała, zakrywała i zdobiła odcinek spotkania się grzbietu z brzegiem kodeksu (rys. 2).
|
|
Rys. 1
|
Kapitałka
Wprowadzenie w XV wieku techniki okrawania bloków ksiąg spowodowało, że pojawiała się konieczność innego wykańczania oprawy u dwóch krańców jej grzbietu. Zaczęto doszywać uprzednio utkaną tasiemkę w ten sposób, że przy każdym drugim względnie trzecim szwie introligator wpuszczał igłę niżej w składkę. Taką doszytą tasiemkę zaczęto nazywać kapitałką. W rzeczywistości kapitałka wieńczy końce grzbietu oprawy, by go zdobić, chronić i wzmacniać, ale nie tak mocno jak dzierganka.
Autorzy wielu publikacji wywodzą kapitałkę od łacińskiego słowa caput w jego podstawowym znaczeniu – „głowa”. Introligatorzy mówią o niej: głowa, główka lub nagłównia. Nazywanie górnej kapitałki „główką”, a dolną „stopą” lub „ogonem” stało się częścią żargonu introligatorskiego. „Równaj do główki” – słychać często w warsztatach. Jest to naprowadzenie, by zszywać składki we wkład zawsze wyrównując je do górnego lewego kąta pierwszej składki. Stopa i głowa logicznie wyznaczają górę i dół woluminu. Co do „ogona”, to skojarzenie to powstało zapewne od wystających z wkładu wielobarwnych tasiemek zakładek (rys. 3).
Mimo tak silnego zakorzenienia się pojęcia kapitałki jako główki oprawy, bardziej właściwe wydaje mi się połączenie tego terminu z innym znaczeniem słowa, a mianowicie z punktem końcowym, ujściem. To może znacznie lepiej oddaje istotę kapitałki i rolę, jaką pełni ona w oprawie.
Rodzaje kapitałki
Rozróżnia się kapitałkę wewnętrzną, na wkładzie, i zewnętrzną, którą tworzy modelowanie oklejki na krańcach grzbietu. „Był czas, kiedy oba te rodzaje kapitałki zlewały się ze sobą. Było to w XIV wieku, a nawet wcześniej”[1]. Kiedy kapitałka wewnętrzna była uformowana na przykład z paska skórki, rzeczywiście upodobniała się do kapitałki zewnętrznej – także ze skóry.
Różnice między kapitałką wewnętrzną i zewnętrzną od razu zobaczymy, gdy otworzymy oprawę. Kapitałka wewnętrzna układa się po łuku – np. w oprawie szytej (rys. 4, 5), albo w odcinek łamany – np. w oprawie bezszyciowej (rys. 6). Kapitałka zewnętrzna niekoniecznie podąża za wewnętrzną. W przypadku opraw organicznych, gdzie grzbiet okładki sklejano z grzbietem wkładu, obie kapitałki wyginają się razem (rys. 6). Natomiast kiedy grzbiet nie ulega wygięciu w czasie otwierania woluminu, np. w oprawie twardej jednorodnej, kapitałki przybierają kształty dwóch łuków, co daje w woluminie tunel, którego górą są grzbieciki składek wkładu, a dołem – tektura grzbietówki (rys. 4, 5). Oporkowanie w pewnym stopniu hamuje otwieranie się tunelu w okolicy kapitałki. Także wklejenie papierowego woreczka między grzbietówkę a grzbiet wkładu, co prawda w innym celu, niweluje czarny otwór między kapitałkami.
Kapitałka wewnętrzna
Jedną z pierwszych tego rodzaju kapitałek była kapitałka grecka. Oto opis jej wykonania: „Oplatano ją dookoła przyszytego zgrubienia nawet na szerokość dwóch palców na obie okładki, tu je wpuszczano w żłobek; zgrubienie to ginęło pod zakładką skórkową”[2]. Kapitałka grecka przechodziła różne przemiany i utrzymała się do XV stulecia.
Później kapitałkę wewnętrzną doszywano – wielobarwnie udzierganą w postaci tasiemki, łańcuszka, warkocza, albo był to skórzany wałeczek (rys. 8). W końcu zamawiano u tkaczy pogrubione z jednej strony tasiemki, które introligatorzy po prostu przyklejali do grzbietu. Operację naklejania tasiemki-kapitałki nazywano kapitałkowaniem.
Z licznych kapitałek tkanych, do tych, które najlepiej zakrywają ujście miedzy grzbietem a brzegiem oprawy, zaliczyłbym te mające postać trzech wałeczków (rys. 7b). Piękne ich profile pojawiają się już w oprawach renesansowych. Środkowy wałek jest najgrubszy, dwa cieńsze natomiast pełnią funkcję wspomagającą i towarzyszą mu w czasie otwierania woluminu.
Kapitałka zewnętrzna
Kapitałka zewnętrzna powstaje w wyniku modelowania górnej i dolnej krawędzi grzbietu oprawy. Przed zaciągnięciem oklejki (np. skóry) na grzbietówce, podkłada się przy jej krawędzi sznurek albo pasek pergaminu (rys. 8b). Po zaciągnięciu uzyskuje się rant o różnych profilach, który następnie się zdobi. Prostszym zabiegiem uzyskania kapitałki zewnętrznej jest złocenie górnej i dolnej krawędzi grzbietu okładki.
Kapitałkę zewnętrzną modeluje się na kształt kaptura, który zakrywa częściowo kapitałkę wewnętrzną (rys. 7c, 7d). W każdym warsztacie panuje zupełna swoboda formowania kapitałki kapturowej. Introligatorzy uzyskują najczęściej efekt „kaptura” (inni nazywają go „czepkiem skórkowym”) poprzez wyrabianie kostką krawędzi grzbietu od przegubu do przegubu okładki. Kaptur dyskretnie ujmuje haft kapitałki wewnętrznej i chroni ją podczas jej wsuwania i wysuwania.
„Promieniowanie” kapitałki
Od kapitałki wewnętrznej i zewnętrznej introligatorzy jakby promieniście nadawali zdobienia (rys. 9). Były to przeważnie proste wzory od puncy albo po prostu od pędzla. Takie proste zdobienia zdarzają się już na oprawach renesansowych, których grzbiet, brzegi, kanciki, a nawet krawędzie okładki, są zdobione. Okolica kapitałki jest centrum ruchu oprawy. Jest to jednocześnie ujście i punkt końcowy grzbietu okładki i wkładu. Dlatego w tej okolicy w czasie ruchu kartek proste ornamenty na przemian znikają i pojawiają się, kolejno maleją i narastają. A sama kapitałka zmienia swój łuk, a jednak zawsze konsekwentnie powraca na swoje miejsce.
Współczesna kapitałka
W dzisiejszych księgarniach najczęściej spotykamy książki w oprawie bezszyciowej. Cóż, taka technologia jest najtańsza. Niezwykle mocna błona klejowa zastępuje w nich zwięzy, merlę, grzbietówkę, paski wyklejek i kapitałkę. Miejsce kapitałki wypełnia stwardniały klej, który łączy karty oprawy na styk (rys. 6). Trzymając w dłoniach bryłę oprawy bezszyciowej nie natrafiamy palcami na zaułki, zakamarki, skrytki typowe dla ksiąg. Współczesna oprawa książkowa często jest niczym innym, jak papierowym prostopadłościanem bez „głowy i ogona”.
Andrzej NowickiBibliografia
1. A. Lemański, Historyczny rozwój kapitałki, „Gazeta Introligatorska”, Poznań 1933, nr 9, s. 149 (1, 2) oraz nr 10, s. 164.
2. F. R. Goff, Notes on a few bindings at monastery Hilandar Mt. Athos, (w:) „Gutenberg-Jahrbuch”, Mainz 1975, s. 323.
Dziękuję panu Krzysztofowi Dębskiemu, kierownikowi introligatorni Biblioteki Uniwersyteckiej w Łodzi, za liczne uwagi w trakcie pisania tego artykułu. A.N.
|
|
|
|