|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Kwiecień
Pisałem już niejednokrotnie o zmianach zachodzących w przepisach prawnych, szczególnie tych normujących prawo pracy i ubezpieczenia społeczne. Zapewne jest wiele słusznych powodów przemawiających za nowelizacją prawa. Raz takim „słusznym powodem” była likwidacja prawa oddziedziczonego po PRL-u, jako nieprzystającego do nowej rzeczywistości, innym razem konieczność dostosowania się do norm i standardów Unii Europejskiej, często jeszcze na długo przed czasem i nie zawsze koniecznie.
Ostatnio, w końcówce 2002 r., nastąpił istny szał nowelizowania wszystkiego i w każdej dziedzinie. Wydawane są rozporządzenia różnej maści ministrów i kierowników urzędów centralnych w takiej ilości, iż można odnieść wrażenie, jakby całe to towarzystwo utrzymywało się z wierszówki, płaconej od ilości wydrukowanych tekstów (bo o jakości nie ma nawet mowy), a nie z wysokich, państwowych apanaży. Czasami przy porównaniu treści starego i nowego prawa ciśnie się na usta pytanie: komu to przeszkadzało?
|
Aby przybliżyć Czytelnikom „istotę i wagę” wprowadzanych zmian, posłużę się przykładem twórczości sygnowanej przez, byłego już na szczęście, Ministra Zdrowia, pana Łapińskiego. Otóż 19 grudnia 2002 r. wydał on rozporządzenie „w sprawie wymagań higieniczno-sanitarnych zakładów i wymagań dotyczących higieny w procesie produkcji i w obrocie artykułami oraz materiałami i wyrobami przeznaczonymi do kontaktu z tymi artykułami”. Czynem tym minister od zdrowia zmienił i unieważnił akt prawny z 20 lutego 2000 r., wydany przez swego poprzednika o doniosłym tytule, czyli rozporządzenie „w sprawie warunków sanitarnych oraz zasad przestrzegania higieny przy produkcji i obrocie środkami spożywczymi, używkami i substancjami dodatkowymi dozwolonymi”. Wyższość poprzednika p. Łapińskiego polega na tym, że zechciał on objaśnić, o jakie środki mu chodzi (spożywcze), zaś jego następca rodzaj artykułów utajnił. Nie do końca jednak, bo zdołał także wydać rozporządzenie „w sprawie warunków sanitarnych i higienicznych w obrocie środkami spożywczymi sprzedawanymi luzem, łatwo psującymi się dietetycznymi środkami spożywczymi, sypkimi i nieopakowanymi środkami spożywczymi oraz materiałami i wyrobami przeznaczonymi do kontaktu z tymi środkami”.
Lekturę nowych przepisów polecam wszystkim bufetowym, ewentualnie kierownikom stołówek funkcjonujących na terenie zakładów poligraficznych. Treść tych wiekopomnych dzieł jest prawem ściśle ich obowiązującym i egzekwowanym przez służby sanitarne od 1 stycznia 2003 r. Jest jeszcze parę nowości z dziedziny np. badań zdrowotnych dla potrzeb sanitarno--epidemiologicznych, ale z uwagi na szczupłość miejsca nie przytoczę nawet ich tytułów. Może zresztą być i tak, że zanim wdrożymy lub przynajmniej przeczytamy owe rozporządzenia, nowy minister zechce je znowelizować.
Bardziej praktyczna jest chyba informacja o obowiązku stosowania nowych druków świadectw pracy, protokołów powypadkowych, kart wypadków w drodze do pracy, o nowych zasadach orzekania o uszczerbku na zdrowiu w związku z wypadkami przy pracy, nowych zasadach naliczania składki na ubezpieczenie wypadkowe, prowadzenia akt osobowych pracowników, informowania pracowników o... Wystarczy!
Być może cały ten tytułowy legislacyjny szał byłby wart tylko takiego sarkastycznego potraktowania, gdyby nie niósł ze sobą niepożądanych skutków. Jeżeli bowiem obywatele zamiast trwałego i spójnego prawa otrzymują niestrawną papkę, przestają to prawo szanować. Utrata szacunku w każdej dziedzinie prowadzi do anarchii i bezprawia. Widać to wyraźnie np. w podejściu pracodawców do legalizacji zatrudnienia czy do tworzenia warunków bezpiecznej pracy. W połączeniu z nadmiernym fiskalizmem państwa daje to skutki opłakane - szalejące bezrobocie i bezsilność ludzi.
Film Piotra Trzaskalskiego „Edi” jest na pewno dziełem wartościowym, szkoda tylko, że jego scenariusz w dużej części staje się scenariuszem życiorysów coraz większej liczby Polaków.
Reżyserów też znamy: jak wyżej!
Piotr Paszkowski
|
|
|
|