|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Maj
Wyszedłem z pracy, zaraz wracam
|
Zchwilą zmiany przepisów dotyczących wypadków przy pracy oraz świadczeń z nimi związanych wzrosło zainteresowanie ścisłym ewidencjonowaniem czasu pracy, a także wyjść służbowych i w tak zwanych sprawach osobistych.
Praprzyczyną tego jest oczywiście fakt, że pracodawcy, u których występuje większa liczba zagrożeń i wypadków, będą ponosić podwyższoną składkę ubezpieczeniową, a z drugiej strony wypadki w drodze do pracy i z pracy nie uprawniają do odszkodowań z tytułu uszczerbku na zdrowiu. Mówiąc prościej, pracownik jest zainteresowany tym, aby skutki ewentualnego wypadku powiązać z wykonywaniem obowiązków służbowych, a pracodawca ma cel dokładnie odwrotny.
|
Dla lepszego zobrazowania sprawy warto przytoczyć treść art. 3 ustawy z 30 października 2002 r. „o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych”, który zawiera definicję wypadku przy pracy. W świetle tego przepisu „wypadkiem przy pracy jest nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, powodujące uraz lub śmierć, które nastąpiło w związku z pracą: podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika zwykłych czynności lub poleceń przełożonych; podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika czynności na rzecz pracodawcy, nawet bez polecenia; w czasie pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy w drodze między siedzibą pracodawcy a miejscem wykonywania obowiązku wynikającego ze stosunku pracy”.
Przy tak skonstruowanej definicji wypadku przy pracy do łask należy przywrócić zarzucony obyczaj prowadzenia ksiąg wyjść pracowników w godzinach służbowych, gdzie ewidencjonowana jest pora wyjścia i powrotu oraz cel opuszczenia zakładu. Czym innym bowiem jest wizyta prywatna u dentysty, a czym innym wyjście na pocztę w celu nadania korespondencji służbowej. W tym pierwszym wypadku związek z wykonywaniem pracy jest ewidentnie przerwany, a drugi ma znamiona wykonywania obowiązku wynikającego ze stosunku pracy. Gdyby zatem w pierwszym przypadku pracownik uległ wypadkowi, to zespół prowadzący postępowanie nie zakwalifikuje tego zdarzenia jako wypadku przy pracy z braku związku zdarzenia z pracą, a w drugim - i owszem. Przy okazji warto zwrócić uwagę na wprowadzenie do definicji wypadku określenia „uraz”, którego nie było w przepisach wcześniejszych. Urazem, jak chce ustawodawca, jest uszkodzenie tkanek ciała lub narządów człowieka wskutek działania czynnika zewnętrznego. Zatem warunkiem zakwalifikowania zdarzenia jako wypadku jest powstanie rzeczonego urazu.
Z przytoczonego przykładu widać wyraźnie, jak istotnym elementem jest określenie charakteru wyjścia poza siedzibę pracodawcy, abstrahując od tego, czy pracownikowi za dany okres przysługuje wynagrodzenie. Wracając do interesów stron, pracownik powinien dążyć, by każde wyjście na polecenie pracodawcy lub leżące w zwykłych obowiązkach (np. księgowego do banku) było precyzyjnie odnotowane co do pory i charakteru, i odwrotnie, pracodawca powinien skrupulatnie odnotowywać wyjścia pracowników w tak zwanych sprawach osobistych.
Czasem bywa tak, że pracownik musi sam ocenić, czy wykonywana czynność, mimo braku polecenia przełożonego lub nie wynikająca z jego obowiązków, leży w interesie pracodawcy i jest wykonywana na jego rzecz. Czy na przykład wezwanie do odbioru pilnej przesyłki z firmy spedycyjnej lub stawiennictwo pracownika w urzędzie w sprawie dotyczącej pracodawcy będzie czynnością wykonywaną na jego rzecz? Co zrobić, gdy w razie wypadku pracodawca uzna, że przesyłkę można było odebrać w terminie późniejszym na jego polecenie, a sprawa w urzędzie nie była z tych nie cierpiących zwłoki? Oczywiście w takich sytuacjach popadamy w spór z pracodawcą, a spór ten jest władny rozstrzygnąć sąd pracy. Choć nie wyobrażam sobie, aby pracodawca w imię zachowania „czystego konta wypadkowego” negował działanie pracownika na swoją rzecz, to i taką postawę należy brać pod uwagę.
Pewnym jest to, że ustawodawca zaostrzając rygor uzyskania świadczeń z tytułu wypadków podświadomie zobligował strony stosunku pracy do ściślejszego rozgraniczenia tego, co jest działaniem w ramach tego stosunku, a co prywatną sprawą stron. Choć prowadzenie precyzyjniejszej ewidencji czasu pracy jest zapewne zabiegiem biurokratycznie uciążliwym, to może w konsekwencji prowadzić do lepszego wykorzystania czasu pracy, a to już przekłada się na wymierne efekty wyrażone w „brzęczącej monecie”.
Piotr Paszkowski
|
|
|
|