|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Czerwiec
Normalizacja czyli dostosowanie
|
|
Mowa ciała, konflikty, sztuka negocjacji, sztuka skutecznego prowadzenia sporów, public relation… Te i wiele innych terminów pojawiło się w Polsce wraz ze zmianą sposobu gospodarowania. Ich wprowadzenie jest próbą opisania zjawisk, które występują w relacjach pomiędzy podmiotami gry rynkowej. Tymi podmiotami są instytucje państwowe, firmy państwowe i prywatne, oraz pracownicy tychże organizacji. Wraz z przesunięciem się ośrodków decyzji w dół systemu gospodarki rola każdego uczestnika gry rynkowej wzrasta, potrzebne są więc nowe narzędzia wpływu na pozostałych. Zanim zaczniemy się uczyć, wyjaśnijmy sobie niektóre podstawy nabywanej wiedzy. Jest w psychologii metodologiczna reguła, wedle której każda metoda stworzona gdzie indziej wymaga normalizacji w warunkach naszych, polskich. Podobnie, jak się wydaje, należy postępować w innych dziedzinach.
|
Większość publikacji dotyczących społecznej sfery biznesu pojawiających się w Polsce pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Poświęćmy niektórym chwilę uwagi. Oto definicja konfliktu K. Cloke i J. Goldsmith: „Każdy z nas wiele razy dziennie ma do czynienia z nieporozumieniami i konfliktami. Nie sposób wychowywać się w rodzinie, mieszkać wśród sąsiadów, chodzić do szkoły, pracować, pozostawać w bliskim związku, wychowywać dzieci lub po prostu aktywnie uczestniczyć w życiu i nie doświadczać przy tym konfliktów. („Jak rozwiązywać konflikty w pracy”, Amber, 2000, s. 11). Czyli - jaki koń jest, każdy widzi. To trochę nie tak. Zapewne chodzi o to, że każdy z nas uczestniczy w próbach rozwiązywania konfliktów i to jest prawda. Niestety, kapitalna dla konfliktów jest okoliczność, że dzieją się one wówczas, kiedy o tym nie wiemy. I ważne, a może jeszcze ważniejsze jest to, że próbujemy je rozwiązywać nie zawsze wiedząc o tym, że właśnie to robimy. Konflikty po prostu są. Konflikt jest wtedy, kiedy ludzie mają różne potrzeby, oczekiwania, cele oraz różne sposoby ich osiągania. Konflikt może pojawiać się nawet wówczas, kiedy ludzie chcą tego samego, ale inaczej. Kluczem do zrozumienia podanej definicji są słowa „nie sposób”. „Nie sposób” i koniec. Przecież o tym wiesz, bo nie sposób nie wiedzieć. A jeśli nie wiesz… to wstydź się. I nie można powiedzieć, że coś jest nie-jasne, bo jeżeli zdarza się przez całe życie, to musi być jasne.
Kupujcie Państwo inne książki. Nie? Będę negocjował.
„Gdy angażujemy się w konflikt, emocje nasilają się i zaczynają nad nami panować”. (tytuł ten co poprzednio, s. 13). Cóż za urocze wyznanie. Jak z pamiętnika małolaty. Konflikt był i jest. Czasem jego uświadomienie sobie wywołuje emocje, a emocje wzrastają wraz ze zwiększaniem się prawdopodobieństwa rozwiązania sporu przez walkę. Bo konflikt uświadomiony to spór właśnie, a najatrakcyjniejszym rozwiązaniem sporu jest wojna. Mało? No to jeszcze. „Słuchanie sercem. Otwartość, aktywne słuchanie, i podchodzenie do sprawy z ‘sercem’ często prowadzą do istoty konfliktu…” (tamże, s. 15).
I chyba wystarczy. Kupujmy inne książki. I nie zapominajmy, że wszystkie zawarte tam rady i wskazówki muszą podlegać dostosowaniu do warunków polskich.
Inna z popularnych obecnie publikacji (G. Nierenberg, „Sztuka negocjacji”, 1998) pełna jest konkretnych ilustracji z życia wziętych, które są bliskie sercu każdego naszego rodaka. „Postawa ta nie odpowiadała wielkiemu patriocie Rooseveltowi. Obowiązek wobec kraju był dla niego ważniejszy od poparcia Wall Street w nadchodzących wyborach prezydenckich 1904 roku” (s. 382). Warto zwrócić uwagę, że patriota Roosevelt nie jest jeszcze naszym patriotą. Z tym musimy poczekać. A polska podstawa normalizacji to pytanie, kogo i za co gotów jest przeprosić prezydent Warszawy, byle tylko być prezydentem? Ilustracje są także „międzynarodowe” i oczywiście równie przystające do warunków. „Od czasu utworzenia Malezji w 1963 roku, Indonezja usiłowała zniszczyć tę federację za pomocą nacisków politycznych i wojny partyzanckiej” (tamże, s. 382). To cytat z tej samej strony, a takich stron jest wiele. Prawda, jakie to swojskie? Jak cukier lub mąka, które zginęły państwu. Normalizujmy, przenośmy zachodnie strategie budowania relacji między uczestnikami gry gospodarczej na warunki polskie, ale po ich przystosowaniu do sytuacji, gdzie w państwie występują: korupcja, nierówność podmiotów gospodarczych wobec prawa i ogólny rozkład systemu prawnego, 20-procentowe bezrobocie, bieda. Na razie wszystkie te implanty - w tym PR-owcy i menedżerowie odczytujący mowę ciała, czy przejawy innych mód panujących wśród pracowników wielkich światowych koncernów - ocierają się o groteskę i boleśnie podkreślają cywilizacyjny dystans dzielący nas od krajów rzeczywiście rozwiniętych.
Na koniec przestroga, której udziela nam klasyk filozofii. Schopenhauer („Psychologia miłości. Sztuka prowadzenia sporów”, Altaya, 2003, s. 51) powiada: „Zamiast wpływać zasadami na umysł, należy za pomocą motywów wpływać na wolę przeciwnika i słuchaczy. Jeśli słuchacze skłaniają się ku przeciwnikowi, zaraz zwrócą się do naszego poglądu, chociażby pogląd ten pochodził z domu wariatów. Zwykle łut woli wart więcej niż cetnar pojmowania i przekonywania”.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|