|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Wrzesień
Kobieta lat sześćdziesiąt i pięć
|
Z kręgów zbliżonych do ministra Hausnera powiało troską o przyszłość społeczeństwa. Tym razem przedmiotem rządowej troski jest emerytalna przyszłość Polek. Otóż okazuje się, że w obecnym stanie rzeczy emerytury naszych pań będą znacznie niższe od świadczeń na rzecz mężczyzn – gdzieś o jedną trzecią albo i więcej.
Wnikliwe dociekania – a rządowe dociekania zawsze są wnikliwe, wskazują, że przyczyna tej jawnej niesprawiedliwości leży w krótszym okresie odprowadzania przez panie składek do instytucji zwanej, chyba dla przekory, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Jeszcze wnikliwsze dociekania doprowadziły reformatorów do wniosku, że gdyby tak wprowadzić równouprawnienie i podnieść wiek emerytalny dla pań do lat sześćdziesięciu i pięciu, to będą one miały tak samo „godną” emeryturę, jak panowie.
|
Nielicha jest też argumentacja pozafinansowa tego pomysłu. Otóż przy okazji „odkryto”, że kobiety żyją nieprzyzwoicie dłużej od mężczyzn, i to o jakieś osiem lat, a w ogóle to społeczeństwo nam się starzeje i migając się od przedwczesnej śmierci naraża państwo na wysokie wydatki emerytalne. Do tego dochodzi spadek liczby urodzeń, co prowadzi wprost do braku (oczywiście w przewidzianej przez rząd przyszłości) siły roboczej skłonnej łożyć na utrzymanie emerytów, a młodych, sześćdziesięcioletnich emerytek w szczególności. Trend długowieczności, gdyby ktoś nie wiedział, jest zasługą polepszającej się opieki zdrowotnej pod światłym kierownictwem kolejnych ministrów zdrowia.
Można by poprosić pana ministra, aby wskazał miejsca pracy dla kobiet próbujących dotrwać na stanowiskach do wyśnionej emerytury, ale niestety miejsca pracy nie są akurat przedmiotem troski rządu. Ten problem w Polsce reguluje niewidzialna ręka rynku, która to ręka trzyma z dala od wszelkiej pracy około trzech milionów bezrobotnych. Do tego trzeba jeszcze dodać najwyższą w Europie rzeszę rencistów – klientów tego samego ZUS-u, który ma wypłacać szczodre emerytury.
Chciałoby się podpowiedzieć władzy, aby wykazywała mniej troski o nasze panie i pozwoliła im samodzielnie decydować, kiedy zechcą przejść na emeryturę. Można ustalić wiek emerytalny na lat sześćdziesiąt dla obu płci – przecież zgodnie z logiką władzy panowie żyją krócej i mniej „narażają” władze na kosztowne wydatki, a każdy widząc, jaka emerytura mu się kroi, sam by decydował, czy już odejść, czy jeszcze dopracować na „emeryturę godną”.
Dobrym rozwiązaniem może być indywidualne ubezpieczenie emerytalne w sposób wybrany przez pracownika, tak by przez cały czas miał on kontrolę nad swoimi pieniędzmi. W przypadku jego przedwczesnej śmierci, co niestety też się zdarza, oszczędności pracownika przypadłyby wskazanym spadkobiercom. W całej tej dyskusji rządzący pomijają bowiem milczeniem, co dzieje się z kasą nagromadzoną na indywidualnych kontach ZUS-u w przypadku przedwczesnego zejścia kandydata na emeryta, a tych przypadków jest niemało. Nie trafia przecież na konta matek, żon czy choćby konkubin, lecz ginie w worku bez dna o nazwie „skarb państwa”.
Całe swoje życie, niezależnie od panującego ustroju, słyszę, że państwo „dokłada”, „ponosi koszty”, „udziela subwencji i dotacji”, „dofinansowuje” każdą dziedzinę i na każdym etapie mojego bytu. W Polsce można odnieść wrażenie, że jest się nie obywatelem, ale utrzymankiem państwa.
Czas chyba powiedzieć ‘dość’ oszołomom jeżdżącym rządowymi lanciami, mieniącym się naszymi dobroczyńcami i zbawcami. Niezależnie od osobistych poglądów na to, w jakim wieku kobiety powinny mieć prawo przejść na emeryturę i jaka jest argumentacja za lub przeciw, widać gołym okiem, że „piramida trosk” władzy jest odwrócona do góry nogami. Wpierw należy zadbać o wzrost zatrudnienia, a tym samym liczby płatników składek, następnie o mądre tych składek inwestowanie, a nie o szastanie pieniędzmi na rozbudowę siedzib ubezpieczycieli. Dopiero w przypadku kurczących się zapasów wolnych sił na rynku pracy, obyśmy tego dożyli, rozważyć możliwość wydłużenia okresów emerytalnych.
Jestem przekonany, że każdy chcący pracować i mający taką możliwość, przy atrakcyjnej ofercie zdecyduje się na dłuższą pracę. Jednak musi to być wolnym wyborem obywatela, a nie wynikiem przymusu wywieranego przez państwo.
Na zakończenie proste pytanie do amatorów reformy emerytalnej. Gdzie mają pracować do lat sześćdziesięciu pięciu panie wyrzucane na bruk na przykład z likwidowanego właśnie łódzkiego „Unionteksu”?
Piotr Paszkowski
|
|
|
|