|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2008
Czerwiec
|
W dniu 19 maja br. w ramach wystawy Manufaktura Robotów odbyło się na wydziale IFE (International Faculty of Engineering) Politechniki Łódzkiej seminarium pt. „Czy jesteśmy gotowi na społeczeństwo robotyczne?”. Wygłoszono dwa referaty; prof. Edward Jezierski, kierownik Zakładu Sterowania Robotów w Instytucie Automatyki PŁ, omówił techniczne aspekty współpracy robotów i ludzi, a nasz Autor, psycholog Andrzeja Kuśmierczyk, nakreślił swoją wizję rozwoju robotów i przedstawił relacje pomiędzy psychologią a robotyką. Poniższy tekst dotyka niektórych zagadnień poruszonych w czasie tego spotkania Otaczający nas świat jest sztuczny, stworzony ręką człowieka.
|
W dniu 19 maja br. w ramach wystawy Manufaktura Robotów odbyło się na wydziale IFE (International Faculty of Engineering) Politechniki Łódzkiej seminarium pt. „Czy jesteśmy gotowi na społeczeństwo robotyczne?”. Wygłoszono dwa referaty; prof. Edward Jezierski, kierownik Zakładu Sterowania Robotów w Instytucie Automatyki PŁ, omówił techniczne aspekty współpracy robotów i ludzi, a nasz Autor, psycholog Andrzeja Kuśmierczyk, nakreślił swoją wizję rozwoju robotów i przedstawił relacje pomiędzy psychologią a robotyką. Poniższy tekst dotyka niektórych zagadnień poruszonych w czasie tego spotkania Otaczający nas świat jest sztuczny, stworzony ręką człowieka. Wyraźnie odczuwamy
sztuczność świata w mieście. Wąwozy ulic stworzone ze sztucznej skały, betonu. Pasaże handlowe, w istocie wielofunkcyjne miasteczka,
z których nie potrzeba wychodzić przez wiele godzin i narażać się na padający na dworze śnieg lub deszcz [red]. Niewiele przedmiotów w mieszkaniu jest pochodzenia naturalnego. Wykładziny, szkło, płyty wiórowe, panele podłogowe – to produkty wysoko przetworzone. Ludzie chętniej patrzą w telewizor niż w okno. Chętniej wędrują po internecie niż po lesie. W naszym świecie pojawia się nowy czynnik tworzący nowoczesność – automatyka, a za nią – robotyka, czyli wydzielone czynnościowo samodzielne układy działające. Automatyki jest coraz więcej i właściwie nikt nie zwraca na nią uwagi, tak wydaje się oczywista. Kiedy gospodyni mówi, że robi pranie, to jest nieprawda. Wrzuca ubrania do
automatu i wyjmuje uprane rzeczy. Pierze automat. To tylko bezwład języka powoduje, że gospodyni mówi o robieniu prania, chociaż nie jest
praczką. Ale powstało rozróżnienie, bo chociaż pozostało „pranie”, pojawiło się „pranie ręczne”. Bezwład językowy jest symptomem tempa
zmian. Ludzie mówią, że wykręcają numer telefonu, chociaż nie ma już telefonów z tarczą obrotową, chyba że gdzieś w gminie na południowym wschodzie Polski, w cywilizacyjnym skansenie. Nikt nie zastanawia się nad działaniem domofonu, chociaż dla naszych dziadków to cud.
Większość procesów technologicznych to działania powtarzalne, możliwe do algorytmizowania. Można je realizować za pomocą maszyn wykonujących szybko i sprawnie monotonne czynności. W japońskich fabrykach samochodów – czy maszyn poligraficznych – przy taśmie montażowej pracują roboty. Specjaliści twierdzą, że to ze względów społecznych procesy produkcyjne tak wolno ulegają automatyzacji i robotyzacji.
Gdyby uwolnić technologie od tychże względów społecznych, to – z jednej strony – pojawią się bezbłędne, tanie produkty, a z drugiej – armia bezrobotnych, sfrustrowanych, zbędnych ludzi, którzy nawet jako konsumenci będą mało cenni nie posiadając środków, za pomocą których dobra
konsumpcyjne można nabyć. Powstaje niezwykle poważny problem społeczny, bo przecież przemysł jednak będzie ciążył ku automatyzacji. Roboty mogą pracować przez całą dobę, nie chorują, nie żądają dodatkowych świadczeń socjalnych, nie biorą urlopów, nie tworzą związków zawodowych i nie zawierają układów zbiorowych pod groźbą strajków. Powoli, a jednak coraz szybciej, następuje przedefiniowanie ludzkiej pracy i konieczna jest nowa oferta społecznego zagospodarowania potencjału milionów ludzi, którzy jednak nie zostaną ani informatykami, ani twórcami wyższych dóbr kultur y takich jak filmy, obrazy, muzyka i nauka. Ludzie mniej twórczy muszą dostać nową tożsamość społeczną i poczucie, że ich istnienie jest jednak coś warte. To problem skali globalnej i społeczeństwa nowoczesne staną przed nim za chwilę, w perspektywie dziesięciu, piętnastu lat. A gdybyśmy odważyli się wybiec w przyszłość jeszcze dalej, o dwadzieścia lat? Żeby przywołać wszyst-kie możliwe skutki stnienia robotów w przestrzeni społecznej, trzeba by napisać wiele tomów, a nie jeden felieton. Zresztą, jeśli ktoś chce zobaczyć świat zaludniony przez roboty, to wystarczy zajrzeć do prozy Lema, który świat taki dość dobrze opisał. Opis dany pr zez mistrza jest w ostatecznym bilansie dość ponury, bowiem widzi on świat rozwarstwiony na tych, którzy zajmują się dostarczaniem tępej masie konsumentów
coraz to wymyślniejszych zabawek, i ową masę konsumentów zajmującą się niczym innym jak tylko pożeraniem świata. Pojawi się nowy demon – robot. Jeżeli wyprodukowany zostanie robot osobisty, którego zadaniem będzie spełnianie zachcianek właściciela i jeżeli uwzględnimy to, że
zaspokajanie ludzkich potrzeb to proces czy procesy powtarzalne, to możemy wyobrazić sobie sytuację, kiedy to człowiek ma sztucznego
psa, któr ym się opiekuje, z którym wychodzi na spacer. Ten sztuczny pies tym różni się od żywego, że nie choruje, nie nabrudzi w domu, nie zgubi się, a na ten spacer nie trzeba będzie wychodzić w deszczowy niedzielny ranek, tylko wówczas, gdy pan będzie miał ochotę. Wybór między psem żywym a robotem wydaje się oczywisty. Ależ pr zecież to mamy. Japońskie zabawki, w któr ych hodowało się wir tualne kurczaczki, to przecież to. Ludzie naprawdę przejmowali się, kiedy zaniedbany kurczaczek umierał. A jeszcze dalej: jeżeli człowiek zapragnie mieć partnera, zrobotyzowanego partnera dopasowanego do osobistych potrzeb, również potrzeb seksualnych? Takie zapotrzebowanie jest do pomyślenia (lalki-towarzysze życia, wielkości postaci ludzkiej, już istnieją w USA, i nie mówię tu bynajmniej o atrapach do zaspokajania potrzeb seksualnych, ale o lalkach, które właściciele ubierają, sadzają obok siebie przed telewizorem, a może i kochają), zwłaszcza po uwzględnieniu faktu, że ludzkie zachowania seksualne są dość rutynowe, właśnie algorytmizowalne. Jeżeli jeszcze dodać, że sztuczny, a może niesztuczny partner będzie obdarzony syntezatorem mowy i będzie miał w programie wyrażanie zachwytu wobec wszystkiego, co człowiek zrobi, to można wyfantazjować każde dziwactwo i może ono być zaspokojone. No i co, żywy człowiek, czy robot? Oczywiście robot! Taki produkt może z niezwykłą siłą uderzyć w naturalne więzy międzyludzkie i je rozbić. Po co ludzie mieliby borykać się z troskami codzienności, kiedy szybko i łatwo można otrzymać wszystko za pewną, początkowo wysoką, ale malejącą opłatą? Można przewidzieć powstanie ruchów oporu wobec takiej możliwości rozwoju robotyki. Będzie sobie ta historia szła wahadłem – a to zostaną zakazane roboty, a to zakazani zostaną ludzie. Podobnie jak z narkotykami. Powstanie podziemie czerpiące krociowe zyski z wojny o roboty. I nie ma co przypuszczać sentymentalnie i naiwnie, że wygra
rodzina, skoro roboty będą łatwiejsze w obsłudze. To nie roboty wygrają w wojnie z ludźmi. To ludzie przegrają w konfrontacji ze swoją krótkowzrocznością i swymi słabościami.
|
|
|
|