|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Kwiecień
|
Jeżeli proces legislacyjny przebiegnie bez zakłóceń, z początkiem trzeciego kwartału zacznie obowiązywać w Polsce znacznie zmodyfikowane prawo pracy. Obie zainteresowane strony, tj. pracodawcy i pracownicy, już teraz bilansują ewentualne zyski i straty przyszłej nowelizacji. Zawsze bowiem, kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
|
Sztandarowa zmiana mająca chronić pracobiorcę to zasada, że świadczenie określonej pracy na rzecz pracodawcy pod jego kierownictwem, a także w wyznaczonym przez niego miejscu i czasie, może odbywać się wyłącznie przez nawiązanie stosunku pracy. Twórcy tej zasady liczą na to, że w niebyt odejdzie tzw. samozatrudnianie się pracowników polegające na tym, że pracodawca – podmiot gospodarczy nawiązywał współpracę z „pracownikiem”, który też był podmiotem gospodarczym. Cała ta zabawa polegała na tym, by „zatrudniany” płacąc minimalny „haracz” na rzecz ZUS-u zwolnił z tej przyjemności pracodawcę, przy okazji zwalniając go także z innych obowiązków, jak: udzielanie urlopów, wypłata wynagrodzenia za czas choroby, ponoszenie kosztów szkoleń bhp i profilaktycznych badań lekarskich, o takich drobiazgach jak świadczenia socjalne nie wspominając.
Oczywiście, obok samozatrudnienia istnieje jeszcze cała gama umów cywilnoprawnych, które doskonale wybawiały pracodawcę z kłopotu zatrudnienia chętnych do świadczenia pracy. Tomy całe napisano o możliwościach obchodzenia prawa pracy, a jestem przekonany, że niebawem powstaną nowe. Zanim jeszcze wyschnie farba drukarska na „Dzienniku Ustaw” wprowadzającym nowelizację prawa pracy, będą już gotowe recepty na obejście stosunku pracy jako wyłącznego modelu zatrudnienia.
Jak udowodnić pracodawcy, że pracownik pracuje pod jego kierownictwem? Jeżeli np. szef restauracji zatrudni spółkę kelnersko-barmańsko-kucharską do kompleksowej obsługi restauracji, a czas otwarcia lokalu nie zostanie narzucony w umowie, tylko napisany na drzwiach, to kto mu udowodni, że kelner nie w interesie „własnej firmy” tylko szefa jest czternastą godzinę na nogach, a kucharz pichci piątą niedzielę z rzędu – o barmanie nie wspomnę. Jest to scenariusz może nazbyt uproszczony i naiwny, ale jest pewne, że życie i prawnicy napiszą znacznie lepsze.
Druga rzecz – kto będzie to sprawdzał i jakie będą sankcje za łamanie prawa pracy? Wyliczenia wskazują, że inspekcja pracy statystycznie może „odwiedzić” każdego pracodawcę raz na pięć lat, jeżeli w ogóle wie o jego istnieniu. Ryzyko wpadki jest zatem minimalne, nie mówiąc już o udowodnieniu winy.
Rząd mógłby wprowadzić w charakterze straszaka drakońskie kary za obchodzenie obowiązku zatrudniania, do zakazu działalności gospodarczej włącznie, ale tego nie zrobi. Cała bowiem nowelizacja prawa pracy ma „dopieścić” przedsiębiorców kosztem pracowników. Tylko bowiem półgębkiem wspomina się o obniżeniu świadczeń-haraczy na rzecz państwa z tytułu podatków i składek ZUS – w przyszłości bliżej nieokreślonej. Podniesienie granicznej liczby zatrudnionych, od której powstaje obowiązek tworzenia regulaminów pracy i płacy, świadczeń socjalnych i zatrudnienia służby BHP to typowe zabiegi kosmetyczne, nie mające znaczącego wpływu na koszty ponoszone przez pracodawców. Obniżki kosztów pracodawcy, poluzowani z gorsetu przepisów w zakresie zawierania i rozwiązywania umów o pracę, w ramach „jesiennych porządków” poszukają w swoich firmach. Porządki te polegać będą na wymianie drogich pracowników etatowych na tańszych nowo przyjętych. Spowoduje to ruch na rynku pracy, który rząd odnotuje jako sukces w walce z bezrobociem i wszyscy będą zadowoleni, oprócz pracowników rzecz jasna.
Cały problem polega na tym, że przedsiębiorca musi mieć zysk z pracy tego, którego zatrudnia. Pracownik musi zatem być relatywnie tani i do tego wydajny, a owoce jego pracy muszą znaleźć nabywcę na rynku. Idzie więc o to, by jak najwięcej kosztów zatrudnienia trafiło do kieszeni pracownika w postaci wypłaty, za którą kupi on towary wyprodukowane przez innego pracownika.
Rząd chcący łatać jakąkolwiek dziurę poprzez nadmierny fiskalizm i drogie ubezpieczenia „dobija” to, co ładnie się nazywa koniunkturą gospodarczą. Mydlenie oczu mirażem spadku bezrobocia poprzez liberalizację prawa pracy nie przyniesie żadnych zmian, chyba że doprowadzi do zmiany rządu.
Trzeba też oczywiście zauważyć pozytywne efekty zjawiska pt. „nowelizacja prawa pracy”, ale to jest temat na osobną powieść.
Za miesiąc!
Piotr Paszkowski
specjalista do spraw BHP
|
|
|
|