|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Grudzień
|
Jak uzyskać podwyżkę wynagrodzenia bez proszenia o nią? Bez związków zawodowych, sporów zbiorowych, strajków? Bez trudnych negocjacji, których koszty obciążają naszą kieszeń i system nerwowy. Sprawa wydaje się beznadziejna. Na rynku istnieje przecież nadwyżka podaży pracy i to owa nadwyżka, a nie wartość wykonanej pracy decyduje o wysokości poborów. Jak wiemy, czynnikiem o niebagatelnym znaczeniu, hamującym wzrost wynagrodzenia, są obciążenia pracodawcy na rzecz skarbu państwa. Ale nie miejsce tutaj na zajmowanie się ekonomiczną teorią wartości, a wartości pracy szczególnie. Jak w konkretnych warunkach jednak podwyżkę dostać?
|
Przepis jest prosty, łatwy do realizacji – w kontaktach z szefem. Najpierw trzeba udowodnić szefowi, że jest się podwładnym mądrym, kompetentnym i pracowitym. Ale tutaj uważajmy, bo możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie – jeżeli spróbujemy pokazać, że mamy więcej zalet niż nasz przełożony. Być mądrym, ale zawsze głupszym niż szef, kompetentnym, ale zawsze mniej douczonym niż szef, pracowitym, ale tylko wzorując się na szefie. Jeżeli uda nam się uzyskać tę pozycję, to droga do awansu otwarta.
Dalsze kroki są proste, ponieważ już mamy podstawę, czyli zaufanie szefa. Teraz trzeba z szefem – być! Bardzo dobre są wyjazdy służbowe. W drodze można zbliżyć się wzajemnie, bo jest dużo czasu na głośną wymianę myśli i komplementów. Później są rozmowy, negocjacje, kontrakty, służbowy obiad. Każda z tych sytuacji pozwala na nawiązanie ciepłego kontaktu z szefem. Można okazać mu lojalność, oddanie, zadbać o niego. A wobec obcych można dyskretnie dać do zrozumienia, że nasz przełożony jest zachwycający. Już jesteśmy o krok od podwyżki.
Teraz pora na drobne uprzejmości. Niech prezes wie, że jeśli trzeba, znajdziesz czas wolny poza pracą (choć wiadomo, że właśnie ta praca stanowi sens twego życia), a na dodatek masz w sobie entuzjazm, rozumiesz zwykłe życiowe sytuacje i jesteś elastyczny. Nie ma co od razu próbować robić zakupów dla całej rodziny prezesa, ale przecież nic się nie stanie, jak podrzucisz córkę na korepetycje, zaopiekujesz się papużką w weekend (tutaj trzeba ostrożnie, bo zwierzęta stwarzają ryzyko – potrafią zachorować i cała robota na nic), wyślesz pilną prywatną korespondencję. I już jest dobrze. Niedługo prezes zrozumie, że bez twojej pomocy jest bezradny jak dziecko. A jak ma okazać, że jesteś świetny? Tylko podwyżka.
Historia rozwija się dalej. Teraz czas na zaprzyjaźnianie się. Może wpadniesz z żoną na działkę do prezesa? Nie na cały dzień, ale na godzinkę, przejeżdżając w pobliżu. Obejrzysz z uwagą posadzone ręką prezesa rododendrony, pochwalisz wystrzyżony równiutko trawnik i rasę psa, który po nim biega. No, jeśli teraz nie masz pewnej podwyżki, to znaczy, że twój szef jest niewdzięcznikiem i nie jest wart tego wszystkiego, co dla niego robisz.
Przedstawiona strategia jest skuteczna. Ludzie potrafią w twórczy sposób ją rozwijać. Sukces zależy od umiejętności dopasowania się do konkretu. W jednym przypadku dobrze jest wykazać czujność i wybiec z biura z teczką szefa, której ten zapomniał. W innej sytuacji trzeba umieć przyjąć z pokorą, ale i z należytą wściekłością złość szefa, że klient nie płaci faktur w terminie. Pozwól przełożonemu podzielić się z tobą ważnymi przeżyciami.
Istotnym elementem wzmacniającym więź z szefem jest umiejętność opowiadania o tym, co mówią inni pracownicy, nasi koledzy – jakie są nastroje, kto jest najbardziej niezadowolony. Taka aktywna postawa w budowaniu zespołu zadaniowego może wzbudzić niezrozumienie, a nawet niechęć części załogi, ale nie przejmujmy się. To ta gorsza część.
Są też tacy, którzy twierdzą, że podstawą do otrzymania podwyżki jest praca. Podobno ważne są rzetelne kwalifikacje, wykształcenie, nabywanie nowych umiejętności w ramach dodatkowego szkolenia, kursów czy studiów. Podobno ważne jest ścisłe przestrzeganie zakresu obowiązków i nieprzekraczanie kompetencji, bo to dezorganizuje pracę zespołu. Ponoć ważne jest też umiejętne oddzielenie pracy od życia prywatnego.
Przedstawione dwie strategie sprzyjające otrzymaniu wyższego wynagrodzenia wydają się tak różne, że aż nie do pogodzenia. Tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Istnieje jednak kilka wariantów pośrednich. Są tacy, którzy twierdzą, że nie mogą brać udziału w spotkaniach z prezesem, ponieważ terminowe wykonanie pracy jest ważniejsze. Inni uważają, że trzeba być jak najbliżej i jak najczęściej siedzą w sekretariacie. Takie postawy są niedobre jak każda skrajność, choć w konkretnych warunkach mogą się sprawdzać. Każdy musi wypracować swój własny sposób na szefa. W modelu anglosaskim ważna jest raczej praca, w modelu słowiańskim – raczej relacje międzyludzkie.
Nadchodzi nowy rok. Oby był dla nas wszystkich rokiem wielu wysokich podwyżek.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|