|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Maj
Rozmowa z prezesem firmy Cezex Cezariuszem Szlachcicem- Środowisko poligraficzne zna Pana jako założyciela, udziałowca i prezesa istniejącej od 1988 roku firmy Cezex. Pańska firma dynamicznie się rozwija i odnosi wiele sukcesów. Najnowszym z nich jest zajęcie przez Cezex 69. miejsca w rankingu „Lokomotywy Polskiej Gospodarki” (pisaliśmy o tym w Aktualnościach w kwietniowym numerze „Świata Druku”). Na internetowej stronie Cezeksu znaleźliśmy ponadto informacje, że Prezes jest indywidualistą, człowiekiem z fantazją - pełnym pomysłów i zaskakującym otoczenie niestandardowymi rozwiązaniami. Tak mówią ci, którzy znają Pana przede wszystkim w pracy. My chcemy zapytać o to, jak Pan wypoczywa. Jakie ma Pan hobby, zamiłowania, pasje?
- Moim największym hobby jest Cezex i zapewne w tym tkwi tajemnica sukcesu firmy. Czas wolny od pracy spędzam różnie. Często towarzyszy mi kilka moich psów. Poza tym codziennie pływam. Czasem wyjeżdżam na narty. Grałem kilka razy w golfa, ale golf to sport nie dla mnie - nie ten temperament. Wziąłem parę lekcji tenisa i czasem grywam z synem.
|
- Wiem, że uprawia Pan także nurkowanie i baloniarstwo. Jak dawno zaczęła się Pańska przygoda z lotami balonem i z nurkowaniem, jak do tego doszło?
- Baloniarstwem zainteresowałem się już dziesięć lat temu. Właściwie to ono mną się zainteresowało: mistrz Polski w baloniarstwie, Jerzy Czerniawski, zwrócił się z pytaniem, czy Cezex mógłby sponsorować jego udział w zawodach. W zamian zaproponował mi przelot balonem podczas zawodów we Francji. Miejsce i pora były dogodne, bo zawody odbywały się w czasie weekendu, a ja akurat byłem u dostawcy w Niemczech w pobliżu granicy francuskiej, więc pomyślałem: czemu nie?
- Jakie były pierwsze wrażenia?
- Wspaniałe. Mam lęk wysokości, ale podczas lotu balonem w ogóle nie czuje się tego lęku. To jest bardzo powolne wznoszenie się i przesuwanie w przestworzach. Balustrada kosza jest prawie na wysokości piersi, pasażer czuje się absolutnie bezpiecznie. Wędruje między obłokami, podziwiając krajobraz widoczny tak, jak z samolotu. Jeżeli ktoś nie boi się latania samolotem, tak samo nie będzie obawiał się latania balonem.
- Jak dalej przebiegały Pańskie związki z baloniarstwem?
- Dwa lata temu skończyłem kurs balonowy i od czasu do czasu wędruję gdzieś balonem. Sprzęt wypożyczam. Może kiedyś będę miał własny, ale dopiero wtedy, gdy będę miał więcej czasu i będę mógł częściej z niego korzystać. Inaczej to się nie opłaca.
- Można latać wszędzie? Po prostu wyjechać za miasto na łąkę, ustawić kosz, napełnić balon i lecieć?
- Latam balonem na ogrzane powietrze, bo jest to najtańsze, najbezpieczniejsze i nie stwarza żadnych problemów. Kupuje się propan na stacji benzynowej i można lecieć. Są rejony, w których nie można latać, bo kontrola powietrzna zabrania, m.in. nie lata się w pobliżu lotnisk. W ostatnich czasach nie można też latać nad Warszawą - to w związku z atakiem terrorystycznym 11 września. Za każdym razem trzeba uzyskać zezwolenie na lot. Występując o nie trzeba określić miejsce startu, czas trwania lotu i w przybliżeniu jego trasę. Ta ostatnia zależy od kierunku wiatru, a wiatr może być różny na różnych wysokościach.
- Czy lata Pan sam?
- Nie, latam zbyt rzadko, więc zawsze towarzyszy mi instruktor. Poza tym latanie samotne jest nudne. Miło jest z kimś pogadać, pokazać, co się zaobserwowało gdzieś w dole. Z reguły lata się w towarzystwie, chyba że miałby to być wyczyn.
- Kiedy trwa sezon?
- Przez cały rok. Zimą jest to oczywiście mniej przyjemne i czasem warunki atmosferyczne nie pozwalają, ale poza tym nie ma ograniczeń.
- Czy latanie balonem nie zrodziło u Pana zainteresowania szybownictwem albo pilotażem?
- Nie, swobodny lot balonem zupełnie mi wystarcza. Jest bardzo przyjemny, relaksujący.
- Przejdźmy do nurkowania. Od jak dawna uprawia Pan ten sport?
- Pływam od dawna, a zainteresowanie nurkowaniem przychodzi w sposób naturalny. Po raz pierwszy nurkowałem w Polsce, w jeziorze Piłakno. Jest to jedno z czystszych polskich jezior, ale i tak widoczność kończy się na głębokości kilku metrów. Na głębokości dwudziestu metrów, na jaką trzeba zejść na kursie podstawowym, trudno zobaczyć własną wyciągniętą rękę. Dlatego będąc w Egipcie skorzystałem z możliwości nurkowania w czystych wodach Morza Czerwonego.
- Czy wyjeżdża Pan tam regularnie?
- Nie jestem na tyle zapalonym nurkiem, żeby wyjeżdżać specjalnie w tym celu i mieć przez dwa tygodnie po dwa, trzy nurkowania dziennie. Ale mam własny sprzęt i korzystam z niego przy okazji wyjazdów w interesach albo turystycznych.
- Kiedy trwa sezon?
- Zanurzać się można przez cały rok. Jest taka dyscyplina jak nurkowanie podlodowe, ale nigdy mnie to nie bawiło.
- Czy fotografuje Pan lub filmuje podczas nurkowania albo podczas lotów balonem?
- Próbowałem fotografować pod wodą, ale sprzęt do fotografii podwodnej, który kupiłem, mimo że drogi, nie zapewniał dobrych efektów. Zostawiłem fotografowanie specjalistom. Zresztą dla mnie najciekawszy jest sam moment fotografowania, późniejsze oglądanie fotografii już mnie nie bawi.
- Czy któryś z tych dwóch sportów odgrywa w Pańskim życiu jakąś szczególną rolę, np. jeśli chodzi o odstresowanie się, oderwanie od codzienności?
- Nie. Temu służy codzienne pływanie. Pływam każdego rana mniej więcej przez godzinę, w otoczeniu pięknej zieleni. To mnie znakomicie relaksuje.
- O obu dyscyplinach mówi Pan chłodno i bez emocji, chociaż wiadomo, że poza dobrym zdrowiem i kondycją fizyczną wymagają wiedzy, umiejętności, a także odwagi.
- Cóż takiego nurkowanie?! To samo, co jazda tramwajem. Dziś jazda tramwajem byłaby dla mnie tak samo dużym przeżyciem.
- Jednak uprawianie każdego z tych sportów wiąże się ze zwiększonym ryzykiem. Odpowie mi Pan pewnie, że ryzyko jest takie samo, jak w czasie jazdy tramwajem, ja jednak chcę dalej zapytać, czy lubi Pan ryzyko w życiu?
- Rzeczywiście. W tramwaju można na przykład zostać napadniętym. Jeżeli chodzi o sport, to przy przestrzeganiu określonych zasad ryzyko naprawdę jest niewielkie. Ryzyko w życiu? Każde działanie niesie ryzyko: wygram - nie wygram, uda się - nie uda, przyjemnie - nieprzyjemnie. Ale to nie ryzyko jest ważne. Ważna jest gra. Można jej nie lubić, ale trzeba grać, przynajmniej wtedy, gdy ma się konkurentów.
- Pan gra chętnie…
- Tak, bo to jest ciekawe.
- Wracając jeszcze na chwilę do sportu: czym jest on dla Pana?
- Wszystkim po trochu: zaspokaja potrzebę nowych wrażeń, uczy panować nad sobą, nad własną słabością, nieporadnością. Wielu sportów próbowałem, ale nie wszystkie mnie interesują i pociągają.
- Czy ma Pan jakieś marzenia związane ze sportem? Nęci Pana niezwykła trasa przelotu, szczególne okazy roślin czy zwierząt w egzotycznych wodach?
- Nie, ale wiem, czego na pewno nie chciałbym spróbować: bandżi, czyli skoków na linie.
- Dziękuję za rozmowę.Rozmawiała Elżbieta Włodarczyk
|
|
|
|