|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Luty
Pozytywna autoprezentacja. Część I
|
Praca w korporacji to ścieżka wojownika, a nie ofiary – mówi Jacek Santorski, „psycholog biznesu” („Twój Styl”, 2/2004). Swego czasu pan S. wystawił dobrą ocenę reality show, czym podpadł środowisku, ale to go pewnie nie bardzo bolało, bo kasa to dobre znieczulenie. Wcześniej nazywał siebie psychoterapeutą i dodawał, że jest z wyznania buddystą. Teraz przedstawia się jako psycholog biznesu. Pokażcie mi psychologię biznesu, a ja pokażę wam psychologa biznesu – w omawianym przypadku: psychologa własnego biznesu. Co mu pozostało? Anachroniczna frazeologia, w rodzaju „ścieżka wojownika, a nie ofiary”. Nie ma, panie S., opozycji między ścieżką wojownika i ofiary – wojownik swoją ścieżkę tworzy sam, tańcząc przy ognisku, a nie poprzez walkę. Ofiara nie ma żadnej swojej ścieżki – tkwi w miejscu i cierpi. Jej jedyną drogą – w otchłań szaleństwa – jest strach. Nie ta metafora, nie ta filozofia, chyba że wojownik J. S. ofiarami chce uczynić swych czytelników.
To nic innego niż autoprezentacja.
|
Czym może być pozytywna autoprezentacja? Teresa Sasak, fachowiec z branży*, posiadaczka wielu talentów i zasług, pisze: „Pewność siebie, czyli eksponowanie swoich mocnych stronach osobowości, jest podstawowym warunkiem korzystnej prezentacji swojej osoby jako partnera dla innych ludzi, czy to w sytuacjach prywatnych, czy w kontaktach zawodowych. Warto wiedzieć, jak robić korzystne wrażenie na innych. Sama sylwetka i uroda z pewnością pomagają w tym, ale nie wystarczają”. (www.asylon.pl)
Gramatyka w autoprezentacji jest jednak ważna. Nie „stronach”, lecz „stron”. I nie jest ważne, czy są to strony „osobowości” (która jest konstruktem umysłu), ważne, że są to „moje mocne strony” (ja jestem realnie). Dalej Pani Autorytet pisze: „Gdyby tak było (tzn. gdyby sama sylwetka i uroda miały decydować – AK), sukces odnosiliby tylko piękni i młodzi”. Pewnie, że sylwetka i uroda nie decydują, ale – co może Panią Autorytet w niepokój wprowadzić – sukcesy częściej odnoszą ludzie piękni i młodzi.
Pani Autorytet kontynuuje nieznośnie miałki monolog w tym samym duchu. A przecież jest tak, że najczęściej młodość i uroda pomagają w odniesieniu sukcesu, a nie przeszkadzają. Autorytet chce powiedzieć, że są i inne ważne cechy oraz umiejętności. I mówi to – posługując się oczywistą negacją absolutyzowanych atrybutów („sama sylwetka...” – w rozumieniu: „tylko sylwetka...”, „tylko piękni i młodzi” – w rozumieniu – „jedynie piękni i młodzi”). To zwykła manipulacja i intelektualne szalbierstwo.
Odkrywczo (i samobójczo) pani S. stwierdza: „Ważne jest pozytywne nastawienie do ludzi, otwartość, życzliwość i chęć bycia z nimi, czyli najogólniej tzw. inteligencja emocjonalna.” Przez wiele lat psychologowie poszukiwali empirycznego dowodu posiadania przez człowieka inteligencji emocjonalnej. Nie udało się. Nie ma dowodów potwierdzających istnienie takiej wydzielonej zdolności. Szkoda zapisanego papieru i ściętych drzew. Uczciwiej było powiedzieć, że „inteligencja emocjonalna” to termin pomocniczy, skrót myślowy, hipoteza wyjaśniająca różnice między ludźmi wrażliwymi i mniej wrażliwymi na stany emocjonalne własne i innych. Uporczywe poszukiwanie desygnatu produktu rozważań teoretycznych jest hipostazowaniem rzeczywistości, a na dłuższą metę – nieuczciwością po prostu.
W autoprezentacji ważny jest element szczególny i tajemniczy zarazem – „kreatywność”, jak powiada Pani Autorytet. Nie wiemy, co to jest. Czy to ma być zdolność do tworzenia nowych wizji architektonicznych, czy może umiejętność tankowania osiemdziesięciu litrów paliwa do baku o pojemności pięćdziesięciu pięciu litrów. Czy to ma być umiejętność ergonomizacji linii technologicznych, czy umiejętność rozliczania delegacji w taki sposób, że przejechanie tysiąca kilometrów w ciągu paru godzin jest możliwe. Bycie kreatywnym zachwiało gospodarką Stanów Zjednoczonych – stało się to dzięki „kreatywnej” księgowości w branży energetycznej.
„Kreatywność” jest terminem skompromitowanym.
I na koniec, bo miejsca mało. Autorytet podpowiada: „Dbaj o higienę, fryzurę, paznokcie”. Ludzie, myjcie się!
Więcej w następnym felietonie. Będzie o rajstopach we wzorki, depilowaniu nóg i innych elementach autoprezentacji. Przypominam, chodzi o pracę w wyuczonym zawodzie, a nie o bycie zawodową, elegancką prostytutką.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
* Właścicielka i dyrektor prywatnej firmy szkoleniowo-doradczej ASYLON Ośrodek Psychoedukacyjny oraz Ogólnopolskiej Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli ASYLON (szkolenia trenerów i asesorów). Doświadczony, wszechstronnie wykształcony trener, superwizor i doradca personalny, psychoterapeuta, mediator z listy Sądu Apelacyjnego w Warszawie i Polskiej Korporacji Mediatorów. Specjalistka w zakresie kreowania wizerunku personalnego menedżerów i polityków. Trener-wykładowca w Podyplomowym Studium Zarządzania Kadrami (Polska-OECD-Unia Europejska), Polskiej Korporacji Mediatorów, Centrum Metodycznym Pomocy Psychologicznej MEN i innych szkołach zarządzania i biznesu. Autorka wielu publikacji z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi, negocjacji i doskonalenia osobowości.
(informacje ze strony internetowej).
|
|
|
|