|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2004
Marzec
Pozytywna autoprezentacja. Część II
|
Droga Redakcja „Świata Druku” dostarczyła mi wiele tekstów dotyczących skutecznej autoprezentacji. Przeczytałem je. Jeszcze nie umiem uświadomić sobie poniesionych szkód psychicznych. To może odezwać się nawet po latach. A przecież miało być dobrze. Stąd też taka wynika nauka, że dobre intencje czasem prowadzą do katastrofy.
Zalew wszelkich poradników zawierających niekiedy te same, choć inaczej opisane zalecenia, a niekiedy zalecenia ze sobą sprzeczne, jest ogromny. Próba komentowania tych tekstów z podaniem uzasadnienia krytyki jest chybiona w dwójnasób. Nie jest w mocy jednego człowieka przeczytanie tej ilości opracowań, zwłaszcza że fala tej bzdury narasta. Po drugie, konfrontacja z tekstem jakoś go również lansuje, a przecież popularyzowanie głupstwa nie jest moim zamiarem. Więc dość.
|
Każdy spotyka przedstawicieli handlowych firm działających w sektorze sprzedaży bezpośredniej. Są to zwykle firmy zajmujące się produktami luksusowymi lub/i na tyle złożonymi, że raczej nie kupuje się ich w sklepie. To przede wszystkim produkty finansowe - ubezpieczenia, lokaty, kredyty, lub sprzęt domowy wymagający osobnej prezentacji. Nie wiem, jak takie spotkanie odbierają inni - dla mnie szczególnie nieznośna jest sztuczność, fasadowa poprawność takiego przedstawiciela. Dotyczy to i wyglądu, i zachowania. Taki przedstawiciel wygląda, jakby pomylił adresy i zamiast na raut w przedstawicielstwie dyplomatycznym trafił do mnie. Mnie to drażni. Taki przedstawiciel nie traci jednak kontenansu - jest uśmiechnięty, wręcz radosny, jakby spotkanie ze mną było jego osobistym, spełniającym się po latach marzeniem. Dla mnie to jest podejrzane. Przedstawiciel prezentuje mi produkt w taki sposób, że czuję, iż tylko zbiegiem niezwykle przyjaznych dla mnie okoliczności bez tego produktu przetrwałem i żyję. Ale po prezentacji już wiem, że przeżyłem tylko z powodu nieświadomości. A teraz, kiedy już wiem, żyć bez oferowanego produktu nie mogę. Ten wspaniały człowiek przyszedł do mnie życie mi ratować i powinienem nie tylko kupić, ale po rękach go całować i na kolana z wdzięczności padać. Takie doświadczenie jest dla mnie nieznośne.
Domyślam się, że każdy pracodawca zna sytuację, kiedy to zgłasza się Młody Wilk z ofertą pracy. I pracodawca dowiaduje się, że to cud, że jego interes jeszcze się kręci, że oto stoi przed nim człowiek, który nada skromnemu biznesowi nowy, europejski styl pomnażania dochodów. Właśnie teraz objawiono mu, że bez nowego sposobu zarządzania zasobami ludzkimi i strategiami pomnażania kapitału jego firma stanie na granicy bankructwa. Już widzi, jak jego nieletnie dzieci chodzą obdarte i głodne, jak podkradają innym dzieciakom kanapki w szkole. Widzi, jak jego żona odchodzi z innym, może właśnie tym młodym, oglądając się pogardliwie przez ramię. Musi zatrudnić swego wybawcę. Znamy to. Z filmów. W Polsce co roku tysiące młodych ludzi opuszczają uczelnie i odkrywają bezsens swej sytuacji na rynku pracy. Każdy pracodawca wie, że absolwent ekonomii, pedagogiki, filologii przyjmie każdą pracę. Nie pomoże sztuczny entuzjazm, podrobiony optymizm, psie zaglądanie w oczy. Gotowość do pracy, którą młody człowiek chce sprzedać, a chce bardzo, bo nic więcej nie ma do sprzedania - to nie odkurzacz. Autoprezentacja, autosprzedanie ociera się niebezpiecznie o upokorzenie, o utratę szacunku do siebie.
System ekonomiczny, w którym uczymy się istnieć, jest w głębokim kryzysie, w literaturze nazywanym czasem kryzysem nadprodukcji. Załamanie gospodarcze jest powstrzymywane (a nie naprawiane) powszechną presją na konsumpcję. Jest za dużo produktów, za dużo wszelkich dóbr. Za dużo telewizorów i telewizji, za dużo sukienek, spodni, samochodów, napojów o smaku jak naturalny. Jeśli tak, to czy za duża jest również podaż pracy, czy za dużo jest ludzi, czy za dużo ich się rodzi, a może za wolno umierają? To brutalne, okrutne pytanie, a odpowiedź jest jeszcze bardziej bezwzględna - tak. Mówienie o potrzebie reform, tempie reform i kierunku zmian jest tchórzliwą próbą zaczarowania rzeczywistości. Nie mamy żadnych przesłanek do optymizmu. Kryzys nadprodukcji i nadkonsumpcji generowanej przez media wydaje się nieuchronny, a jego nadejście to tylko kwestia czasu.
Byłoby miło myśleć o sobie, że w staraniach o pracę postępujemy tak, aby potem nie musieć wstydzić się spojrzeć w lustro. Może przydadzą się takie proste wskazania, zupełnie niezgodne z zaleceniami „trenerów relacji interpersonalnych”, niemodne i nieaktualne.
1. Ważny jest szacunek dla siebie - rób więc tylko to, co nie narusza twojej godności. Lepiej być głodnym człowiekiem niż najedzonym śmieciem.
2. Bądź spójny. Niech to, co mówisz, będzie zgodne z tym, co czujesz i myślisz. Autentyczność pozwoli ci zachować spokój.
3. W pracy bądź kompetentny. Fachowość nie wymaga merdania ogonem.
4. Zarabiaj pieniądze. Tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz.
5. Kupuj. Tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz.
6. Bądź dobry dla ludzi. Pamiętaj, że jesteś człowiekiem.
Andrzej Kuśmierczyk, psycholog
|
|
|
|