|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2002
Czerwiec
Pożyteczna ścieżka "przyjaznej kolaboracji"
|
Rozmowa z prof. Andrzejem Smoczyńskim
Profesor Andrzej Smoczyński jest kierownikiem Pracowni Sitodruku w Katedrze Grafiki Warsztatowej i Dyrektorem Centrum Sitodruku Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Poprosiliśmy profesora o rozmowę w związku ze zbliżającym się jubileuszem Pracowni.
|
- Jesienią tego roku kierowana przez Pana pracownia będzie obchodzić 30-lecie istnienia. Jakie były jej początki?
- W końcu lat sześćdziesiątych rektorem szkoły (wtedy PWSSP) został profesor Roman Artymowski. Ja, tuż po studiach, zostałem asystentem w jego katedrze. Byłem wówczas zafascynowany sztuką amerykańską, osiągnięciami Warchola, Rauschenberga. Sitodruk, którym się posługiwali, był niesłychanie nęcący, bo mało u nas znany. W Polsce technika ta była co prawda stosowana, ale tylko w druku na tkaninie. Na naszej uczelni istniała zresztą pracownia specjalizująca się w sitodruku na tkaninie i w niej pobierałem pierwsze nauki. Nakłoniłem profesora Artymowskiego, aby założył pracownię sitodruku w Katedrze Grafiki Warsztatowej. Tak też się stało. Profesor nie miał jednak wiele czasu na prowadzenie pracowni, więc powierzył to mnie. Sam tylko podpisywał papierki. Poza tym był tak miły, że nie zaglądał często do pracowni i nie wtrącał się w to, jak była prowadzona. To był przykład dobrego szefa.
- Jakie były dalsze losy Pracowni Sitodruku?
- Przyszły szczęśliwe dla nas czasy gierkowskie. Została zbudowana nowa siedziba uczelni, były pieniądze na jej wyposażenie. Dzięki temu i cała katedra, i pracownia uzyskały bardzo dobry sprzęt zachodnich firm. Mieliśmy znakomite kamery Agfa Gevaert, maszyny offsetowe, cały sprzęt poligraficzny. Niestety, potem przyszła dekada zaniedbań. Wyposażenie katedry zostało roztrwonione, wyposażenie pracowni - zdemolowane. Szczęśliwie udało nam się potem zrekonstruować to, co pozostało. Myślę, że osiągnęliśmy sukces dzięki szczęśliwemu pomysłowi związania działalności pracowni z rynkiem poprzez utworzenie przy naszej uczelni Centrum Sitodruku. Studenci kształcący się w pracowni nie uczą się sitodruku użytkowego, a jedynie posługują się tą techniką w poszukiwaniach własnej drogi artystycznej. Nie da się w ten sposób zarabiać pieniędzy, dlatego stworzyliśmy Centrum.
- Jakie są relacje między Pracownią i Centrum?
- Pracownia jest placówką dydaktyczną o charakterze artystycznym, a Centrum zarabia na swoje i jej utrzymanie. Realizuje prace o charakterze czysto zawodowym, a więc drukuje na zamówienie oraz prowadzi badania, a także prowadzi szkolenia zawodowe dla praktyków. W pracowni została wykonana pierwsza w Polsce separacja czterokolorowa - najpierw w rastrze konwencjonalnym, potem w rastrze stochastycznym. Centrum stało się poligonem doświadczalnym stosowania różnych metod separacji. Na zlecenie rozmaitych firm produkujących materiały do sitodruku wykonujemy testy tych materiałów. Na przykład badamy, czy dane farby triadowe sprawdzają się w reprodukcji czterokolorowej. W Centrum - wysiłkiem własnym i przy koleżeńskiej pomocy firmy Krokus (separacje) oraz różnych dostawców farb i papieru powstaje unikalna i w pewnym sensie historyczna kolekcja dzieł najwybitniejszych polskich twórców plakatu różnych pokoleń. Ale, by mogła być kontynuowana, potrzebujemy darczyńców, którzy zobaczyliby w tej formie uczestnictwa swój wkład w dokumentowanie i dalszy rozwój kultury polskiej. To zadanie szczególne, zwłaszcza w przededniu przystąpienia do Unii. W zamian za wykonane usługi otrzymujemy od firm materiały, które służą później naszym studentom. Papier dostajemy z Kwidzyna. Warsztat sitodrukowy jest horrendalnie drogi. Gdyby studenci musieli partycypować w kosztach podstawowych narzędzi i materiałów, nie byłoby ich stać na uczęszczanie do tej pracowni. To jedyna na naszej uczelni pracownia, która daje studentom wszystko.
- Jakie jest obecnie wyposażenie Pracowni?
- Wystarczają nam ręczne stoły, bo nie drukujemy dużych nakładów. Ogólnie stan wyposażenia jest bardzo dobry, co nie znaczy, że nie mamy żadnych potrzeb. Chcieli-byśmy bardzo - i mamy nawet odpowiednie pomieszczenie - zainstalować stację graficzną z dobrym skanerem. Wprawdzie współpraca z firmą, która wykonuje dla nas tę część przygotowalni w zamian za nasze usługi, układa się bardzo dobrze, ale chcielibyśmy włączyć do procesu dydaktycznego całą przygotowalnię. Dzięki temu nasz absolwent, projektant grafiki użytkowej, oprócz przygotowania artystycznego miałby także pożyteczną wiedzę techniczną, która ułatwiłaby mu sprawne funkcjonowanie w życiu zawodowym.
- Jakie są największe osiągnięcia pracowni?
- W czasach, kiedy nie było Centrum Sitodruku, ani nawet pomysłu, żeby je kiedyś stworzyć, pracownia realizowała zlecenia na drukowanie prac wybitnych grafików: Tadeusza Piechury, Jana Młodożeńca, Jana Lenicy, Shigeo Fukudy, Peera Arnoldiego. W realizację tych prac bywali zaangażowani studenci. Wielu artystów, których prace drukowaliśmy, stwierdziło, że ich projekty nigdzie indziej nie zostały zrealizowane na tak wysokim poziomie. Mamy opinię najlepszej pracowni nie tylko w Polsce, ale także w tej części Europy.
Możemy też pochwalić się licznymi nagrodami, jakie uzyskują nasi studenci. Na uczelni mamy doroczny konkurs imienia jej patrona, Władysława Strzemińskiego. Konkurs ten promuje największe osiągnięcia studentów w każdej z wykładanych tu dziedzin. Od czasu, kiedy pracownia została ponownie uruchomiona po przerwie, tzn. od 1993 roku, nie zdarzyło się, aby przynajmniej jeden ze studentów nie otrzymał nagrody, a czasami dostawały ją dwie lub trzy osoby. W statystyce laureatów nagrody im. Strzemińskiego bijemy rekordy. Nasi studenci odnoszą też sukcesy na imprezach zewnętrznych: na Biennale Grafiki Studenckiej, przeglądzie „Nadzieje Młodej Grafiki” w Krakowie, towarzyszącym Międzynarodowemu Triennale Grafiki. Nasza studentka, Jolanta Królicka otrzymała Grand Prix na wystawie „Wobec Wartości”, a była to wystawa o charakterze zawodowym. Wszędzie udział naszych studentów jest zauważany i komentowany jako zjawisko wyjątkowe w kraju. Statystyka nagród nie jest najważniejsza, ale to, że się powtarzają, dobrze świadczy o naszej pracy.
Kasia Łukasik, teraz robiąca dyplom, na IV Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach dostała nagrodę regulaminową i nominację do Grand Prix. Dominika Sadowska otrzymała nagrodę fundowaną na II Biennale Grafiki Studenckiej 2001 w Poznaniu. Znakomicie wypadli studenci Pracowni na wystawie „Młode nadzieje Grafiki Polskiej” w Krakowie w 1999 roku.
- W jakim kierunku będzie szedł rozwój Pracowni?
- Wiążę go przede wszystkim z ludźmi i stawiam na rozwój moich asystentów. Dla mnie nie są oni i nie mają być pokornymi sługami, a tak przeważnie wygląda sytuacja młodszych pracowników naukowych na uczelniach. Robię to, co kiedyś mój profesor: przekazuję uprawnienia i odpowiedzialność. Moi młodzi koledzy mają przyjmować na siebie pełną odpowiedzialność za sprawne działanie pracowni, moją rolą jest jedynie przyjacielska opieka. Im bardziej będą zaangażowani i odpowiedzialni, tym lepiej zostaną przygotowani do późniejszej samodzielnej pracy. Podobna jest moja relacja ze studentami: jestem przyjaznym opiekunem ich pracy. Nie zaglądam przez ramię, co robią. O postępach dowiaduję się podczas okresowych przeglądów.
- Jakie ma Pan plany, jakie marzenia związane z pracownią?
- Chcę jak najlepiej przygotować moich współpracowników do tego, żeby kontynuowali tę ścieżkę „przyjaznej kolaboracji” z przemysłem poligraficznym i z rynkiem sitodrukowym. Chciałbym, żeby system edukacyjny nie był stawiany w sytuacji uciążliwego petenta, który musi być wdzięczny sponsorowi. Widzę ustawienie tego w zupełnie innej relacji - partnerskiej. My tu tworzymy pewne wartości, prowadzimy badania, których nie przeprowadzi żaden drukarz w swoim zakładzie, bo my mamy warsztat i wiedzę. On musi produkować szybko i tanio, sprawdzonymi, standardowymi metodami. Nas stać na badania. Jesteśmy potrzebni przemysłowi i tak powinniśmy być postrzegani. To, że nagradzane prace naszych studentów powstały na materiałach jakiegoś producenta i dystrybutora, zwraca na niego uwagę i potem przekłada się na złotówki. My nie musimy być wdzięczni, możemy być tylko sympatycznym, miłym, dobrym, spolegliwym partnerem.
- Jak będzie obchodzone 30-lecie Pracowni Sitodruku?
- Jesienią zorganizujemy wystawę prac. Chcemy w ten sposób zdyskontować przynajmniej ten ostatni, dziesięcioletni okres działalności zrekonstruowanej pracowni. Prac sprzed 20 i 30 lat już dawno nie ma. Mam nadzieję, że wystawa posłuży propagowaniu naszych osiągnięć także wśród kolegów drukarzy. Wystawa powinna też przede wszystkim promować naszych studentów ułatwiając im odnalezienie się na - tak trudnym i dzikim dzisiaj - rynku sztuki. Sądzę, że nie zaszkodzi nam też jakaś promocja Pracowni i Centrum. „Mikołaje” są nam bardzo potrzebni.
Aneksem do wystawy prac powstałych w pracowni będzie wystawa plakatów wydrukowanych na zlecenie. Chcemy w ten sposób pokazać, jak należy zabierać się do drukowania prac o charakterze trudniejszym, artystycznym, wyjątkowym. Efektów takich jak w sitodruku nie da się uzyskać w offsecie. Technika sitodrukowa ma pewne przewagi, które sprawiają, że wydrukowana praca nabiera szlachetności, z druku powszechnego, popularnego staje się dziełem sztuki, które może trafić do kolekcji jako przedmiot wyjątkowy.
Już teraz zapraszam kolegów poligrafów do obejrzenia wystawy. Będzie ona czynna od końca października do 30 listopada i zakończy się andrzejkami. Wszystkich kolegów drukarzy o imieniu Andrzej, i nie tylko, zapraszam w imieniu własnym i Pracowni.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Elżbieta Włodarczyk
|
|
|
|