|
|
"Świat Druku" - miesięcznik
Archiwum
Rok 2003
Październik
W świadomości pracowników, a także pracodawców pokutuje nie mające odbicia w ustawodawstwie pojęcie wolnej soboty. Jest to pozostałość po dawnym prawie pracy, jak również wynik pewnych przyzwyczajeń, utrwalanych zresztą przez środki masowego przekazu, które w piątkowe popołudnie obwieszczają nadejście weekendu. Oczywiście „wolna sobota” nie jest pojęciem abstrakcyjnym, bowiem większość ludzi pracy właśnie w sobotę ma dzień wolny.
Warto wiedzieć, że obecnie nie istnieje również pojęcie dodatkowego dnia wolnego od pracy, a w jego miejsce wprowadzono dni wolne od pracy, wynikające z rozkładu czasu pracy w pięciodniowym tygodniu pracy.
Definicja wymiaru czasu pracy jest zadekretowana w art. 129 §1. Kodeksu pracy, w którym stwierdza się że: „czas pracy nie może przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym nie przekraczającym 4 miesięcy”. Istnieją od tej zasady odstępstwa, ściśle określone w Kodeksie pracy, ale nie będą one przedmiotem rozważań w tym artykule.
|
Z przytoczonego wyżej przepisu jasno wynika, że tydzień pracy jest ograniczony do pięciu dni, bez wskazania, czy pracujemy od poniedziałku do piątku z wolną sobotą i niedzielą, czy też dniami wolnymi są środa i niedziela lub dwa dni w dowolnym innym układzie, z obostrzeniami dotyczącymi pracy w dni świąteczne. Zatem pracownik nie ma podstawy prawnej żądać udzielenia mu dnia wolnego w sobotę, ale też pracodawca nie może zupełnie swobodnie i w sposób arbitralny kształtować rozkładu dni wolnych od pracy. Rozkład czasu pracy dla poszczególnych stanowisk lub grup pracowniczych musi być uregulowany w zakładowym regulaminie pracy w taki sposób, aby pracownik z góry wiedział, jakie dni w tygodniu są dla niego dniami wolnymi, a jakie dniami pracy. Oczywiście pracodawca ma prawo zatrudnić pracownika w dni wolne, jednak musi spełnić pewne wymogi, tzn. udzielić w zamian innego dnia wolnego lub przyznać dodatkowe wynagrodzenie.
W tym miejscu może pojawić się uśmiech szczęścia na obliczach władców firm zatrudniających poniżej dwudziestu osób, którzy z mocy art. 104 §2 Kodeksu pracy są zwolnieni z tworzenia regulaminów pracy. Zapominają oni bardzo często, że właśnie z myślą o nich dodano art. 1044, który zobowiązuje ich, aby wraz z tekstem umowy o pracę przedłożyli pracownikowi informacje regulujące podstawowe zasady zatrudnienia. Co najistotniejsze, informacje te muszą być przedłożone na piśmie, stanowią więc zasadniczo uzupełnienie warunków umowy o pracę. Wśród tych informacji obligatoryjnie określa się „terminy dni wolnych od pracy, wynikających z rozkładu czasu pracy w pięciodniowym tygodniu pracy” (art. 1044 pkt. 2 Kodeksu pracy). Pamiętać należy, że informacje te powinny być znane pracownikowi przed rozpoczęciem przez niego pracy, analogicznie jak treść regulaminu.
Określenie z góry terminów dni wolnych ma zasadnicze znaczenie przy udzielaniu urlopów wypoczynkowych. Jeżeli bowiem ustalone jest, że dniem wolnym dla pracownika jest np. czwartek, to tego dnia nie wlicza się do urlopu. Może też zaistnieć sytuacja, że dniem pracy jest niedziela. W tym wypadku zostanie ona potraktowana jako dzień, w którym pracownik korzysta z urlopu.
Przywołując definicję wymiaru czasu pracy należy pamiętać, że podstawowy okres rozliczeniowy wynosi cztery miesiące. Daje to pracodawcom spore pole manewru w rozdysponowywaniu dni wolnych. Użycie w ustawie słowa „przeciętnie” pozwala na ustalenie rozkładu czasu pracy w ten sposób, że w jednym tygodniu pracownik pracuje przez sześć dni, a w drugim przez cztery.
Nie da się ukryć, że nowelizacja kodeksu dała pracodawcom większą swobodę dysponowania czasem pracownika – pod rygorem przestrzegania przytoczonych norm. Podejmując zatrudnienie musimy mieć świadomość, iż nie każdy weekend spędzimy z rodziną, a nawet nie każda niedziela będzie świętem, choć wcale nie musimy pracować w tzw. instytucjach użyteczności publicznej czy gastronomii. Czasy unormowanych godzin i dni pracy odchodzą w niebyt, jak wiele innych zdobyczy minionej epoki, i to w majestacie prawa. Pomijam zupełnie fakt łamania także tych, bardzo liberalnych przepisów, co wiąże się z tym, że obecnie zatrudnieni czują za sobą oddech ponad trzech milionów bezrobotnych.
Gigantyczne koszty zatrudnienia, sięgające 90% płacy, sprawiają, że niektórzy pracodawcy zachowują się wobec aktualnie zatrudnionych niemal jak władcy feudalni maksymalnie ich eksploatując zamiast tworzyć nowe miejsca pracy.
Jestem przekonany, że gdyby przestrzegano pięciodniowego tygodnia pracy, gdyby udzielano należnych urlopów, bezrobocie uległoby znacznej redukcji. Pytanie tylko, kto za to zapłaci?
W obecnej sytuacji nie tylko tytułowa „wolna sobota”, ale także pięciodniowy tydzień pracy, są bardziej mitem niż rzeczywistością.
Piotr Paszkowski
|
|
|
|